Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 9
wybiera się w drogę i przychodzi do Edwarda..
— "Dla czegoż to, jednym dniem nasz wyjazd odłożył?"rzekł Alfred "zdawało mi się,. że ci pilno z tych stron się oddalić... z tych.. gór..
— "Tak! tak! zapewne" rzekł Edward niespokojnie, lecz nim opuszczę Auwerniją.. dokąd już nigdy nie wrócę.. chciałbym... Alfredzie... połajesz mię zapewne.
— Nie!.. powiedź mi tylko, czego chcesz jeszcze?
— "Nic już żadnej niemam nadziei!" ale niemogę się oprzeć chęci zobaczenia się raz jeszcze z Izorą:.. pożegnania się z nią..
— Domyślałem się tego.
— Rozstałem się z nią tak nagle.... chociaż w ówczas jeszcze niewiedziałem że mnie zdradzała;... lecz, uspokój się,
nie idę robić jej wymówki, owszem!.. powiem jej.. że przebaczam cierpienia, których była przyczyną... że jej życzę szczęścia... że nigdy jej obraz... O! nic, tego niepowiem, a jednak... O! mój przyjacielu, nagań słabość moją!.. ale czy wiesz.. ja ją kocham jeszcze, mocniej niż kiedykolwiek!..
Chcesz się zobaczyć z Izorą... ale czyś pomyślał o tem?.. gdybyśmy u niej zastali?.. lub spotkali., barona?
— Wyśledzę kiedy będzie sama... wiesz że bardzo na krótko bywa w Domu Białym, a ja się z nią widzieć muszę... Alfredzie wszakże to raz ostatni.
— No więc i ja pójdę z tobą;.. będę ci towarzyszył; przynajmniej w ówczas będę pewny, że nie popełnisz jakiej uwagi, i przypilnuje żeby was razem nie zeszli...
— Jakżeś dobry, kochany Alfredzie!