Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 84
dawne słodkie nasze związki, i uwielbiać się tak jak dawniej?"
— Nie!... do nóg upadam !... ja nic nie odnawiam; jeszczebyś znowu broń Boże schwycił jakie dziedzictwo i znowubyś mię na lodzie osadził!...
— Ah! Franusiu! co za wymówki!... krajesz mi serce!...
— Smuci mię to, ale co ty, to mi nic a nic nie krajesz!...
— "Korzystajmy przynajmniej z trafu, który nas przybliżył do siebie, chodź ze mną na obiad Franusiu...
— Nie.
— Znam jednego traktijernika, który wyborne robi lody z rumem;... ty to dawniej lubiłaś Franusiu.
— I teraz lubią, ale z tobę nie pójdę na obiad. O! próżno mi się wdzięczysz!... mnie to nie poruszy! Otoż i czwarta godzina, musimy się rozstać;... idę do mo-
— Nie!... do nóg upadam !... ja nic nie odnawiam; jeszczebyś znowu broń Boże schwycił jakie dziedzictwo i znowubyś mię na lodzie osadził!...
— Ah! Franusiu! co za wymówki!... krajesz mi serce!...
— Smuci mię to, ale co ty, to mi nic a nic nie krajesz!...
— "Korzystajmy przynajmniej z trafu, który nas przybliżył do siebie, chodź ze mną na obiad Franusiu...
— Nie.
— Znam jednego traktijernika, który wyborne robi lody z rumem;... ty to dawniej lubiłaś Franusiu.
— I teraz lubią, ale z tobę nie pójdę na obiad. O! próżno mi się wdzięczysz!... mnie to nie poruszy! Otoż i czwarta godzina, musimy się rozstać;... idę do mo-
jego maleńkiego milorda na plac przed Bursą.
To mówiąc, Franusia, puszcza rękę swego towarzysza; on wzdycha serdecznie, i wyjmuje chustkę z kieszeni, wznosząc oczy ku niebu; ale Franusia śmieje się z tego i odzywa się żegnając: "Mój drogi... przebaczyłabym niewierność, niewdzięczności nie mogę!"
KONIEC TOMU PIĄTEGO I OSTATNIEGO.
To mówiąc, Franusia, puszcza rękę swego towarzysza; on wzdycha serdecznie, i wyjmuje chustkę z kieszeni, wznosząc oczy ku niebu; ale Franusia śmieje się z tego i odzywa się żegnając: "Mój drogi... przebaczyłabym niewierność, niewdzięczności nie mogę!"
KONIEC TOMU PIĄTEGO I OSTATNIEGO.
www.bluestracja.pl