Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 82
z nich lepszy będzie cukier jak z buraków; ale jak chciano próbować, znaleziono wszystkie pogniłe. Wykopał kanał w ogrodzie, powiadając, że jak się w nim kiełbie rozmnożą, to będziem je solić i przedawać zamiast sardeli; aż tu kanał wysechł i szczury tylko w nim się rozmnożyły. Kiedy pan Margrabia robił te piękne doświadczenia, żona moja dawała bale, obiady wspaniałe!.. Ale ja na nich się nie bawiłem, bom musiał grać z panem teściem w wista. Nareszcie siostra mojej żony poszła za wdowca mającego troje dzieci; a ja ich wszystkich musiałem w zamku moim mieścić. Chciałem robić nad tem uwagi, ale żona mi powiedziała, że kto tak jak ja bogaty, ten skąpić nie powinien. Otoż ja chciałem się dowiedzieć, czy byłem jeszcze bogaty; i napisałem do notarijusza, we dwa lata po ożenieniu. Odpisał mi, że moich pienię-
dzy miał już tylko pięćdziesiąt tysięcy franków. Tak tedy wydaliśmy na naprawy zamku, bale i doświadczenia ekonomiczne około trzech kroć pięćdziesięciu tysięcy franków. Pobiegłem powiedzieć panu teściowi, że został mi się już tylko zamek i dwa tysiące pięćset liwrów dochodu. Mojej żonie, jak to posłyszała, źle się zrobiło; teść porwał za kij i chciał mnie ogrzmocić, utrzymując, zeru go oszukał, i że dla pozyskania ręki jego córki, udałem nierównie bogatszego, niżeli byłem w istocie.
— "Otoż, jak mi się znudziły połajania, groźby i wist, wyjechałem sobie chłodkiem do Paryża, zostawując im zamek, który poźniej przedać musieli, bo im nic nie przynosił; ja im już to darowałem! dość mi moich dwóch tysięcy pięciuset liwrów dochodu;... i byleby mię żona z teściem nie dogoniła kiedykolwiek
— "Otoż, jak mi się znudziły połajania, groźby i wist, wyjechałem sobie chłodkiem do Paryża, zostawując im zamek, który poźniej przedać musieli, bo im nic nie przynosił; ja im już to darowałem! dość mi moich dwóch tysięcy pięciuset liwrów dochodu;... i byleby mię żona z teściem nie dogoniła kiedykolwiek
www.bluestracja.pl