Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 81
— "Z Alfredem! z tym, u którego się tak śpił; tego wieczora, kiedym to musiała robić herbatkę i inne leki dla jegomości... Mój Boże! tyłem robiła dla tego niewdzięcznika...
— "Nigdym tego nie zapomniał Franusiu!..
— "Nie.. to za... no, no! mów dalej!
— "Miałem bardzo śliczny zamek... Ah!.. jaki wspaniały!.. wieże, galerije; pokoje z amorkami na sufitach.."
— "Moj Boże! a ty sobie po nich chodziłeś jak Kupidynek?..
— "Pozwólże mi dokończyć. Nieszczęściem zamek niebył zupełnie nowy.. Kazałem go naprawiać i ożeniłem. się.... żeby się pozbyć twego wspomnienia Franusiu, które mię wszędzie goniło. Ożeniłem się z córką jednego margrabiego, która szalała za mną!.. Zdawało mi się, żem się przepysznie ożenił!.. Ale musia-
łem się razem ożenić z całą jej familiją... tatunio! wujaszek, siostrzyczka; wszystko się to zbiegło do mnie. Mój teść co mi miał się o piękny urząd wystarać, nic mi nie zrobił. -. Żona wszystkich sług mi rozpędziła; poprzyjmowała drugich, ci kradli; zamek len djabelski, strasznych mymagał ciągle poprawek; ledwie z jednej strony skończono, z drugiej trzeba było zaczynać!. A mój wujaszek Miluchny, którego nominowano Dozorcą całego domu, zbierał szpilki, a nie pilnował robotników. Z drugiej strony teść mój rujnował mię swymi ekonomicznymi planami; kazał mi skupować siada owiec, które chciał wyuczyć do ciągnienia pługu, mówiąc: że się tym sposobem prędzej rola uprawi; a te biedne barany zdychały, ledwie się zaczynając przyuczać do pracy. Napełniał śliwkami szpichlerze zamkowe, utrzymując że