Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 80
nie troszcząc się o resztę; i dla tego, mój drogi, we dwa dni po twojej ucieczce miałeś już zastępcę; boś ty nie laki gagatek, żeby się w tobie na śmierć zakochać!...
— "Franusiu!.. nic mówże mi tego proszę.... Zapewne domyślam się, ze kto inny mógł, w przeciągu lat trzech, zająć twe serce...
— "Inny!! inny!. Wyborny jesteś! siedmiu innych, mój drogi! a każden coraz lepszy, każden bardzo posilny!... E! ja teraz i po angielsku się już nauczyłam!..
— "Franusiu! gdybyś wiedziała, jaką mi przykrość robią te wyznania, dałabyś temu pokój!.. Mnie., który cię w sercu swojem dotąd zachowałem!..
— "No!. nie bredźże!.. Ale ciekawa jestem, coś ty przez trzy lata porabiał... daj mi rękę... Czy się nic lękasz dać mi ręki?..
— "O! mogę, mogę..."
— "No, to przejdźmy się tu sobie; mam czas wolny aż do czwartej, opowiedz mi to przecie.."
Robino bierze Franusię pod rękę wzdychając, modniarką pęka od śmiechu z jego westchnienia, a on w te słowa swoję opowiadanie zaczyna: " Jakeśmy się pokłócili, pojechałem do zamku, który kupiłem.:
— "Miałeś zamek!., i gdzież to?..
— "W Auwernii.
— "Lepiejby było w Belwil, to weselej, osobliwie teraz, kiedy lam wystawiono teatrzyk, taki jak za rogatką Roszszuar.
— "Umhu! tak!., przekonałem się, że lepiejbym byt zrobił, gdybym sobie był tylko kupił wiejski domek. Wreszcie, pojechałem do Auwernii z Alfredem de Marsejem i Edwardem....