Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 79
ROZDZIAŁ VII.
 
TRZY LATA POTEM.

Trzy lata prawie upłynęły od wypadków, któreśmy opisali; gruby jakiś jegomość, okryły szeroką kapotą, trzymając ręce w kieszeniach, szedł około godziny trzeciej przez ulicę Wiwien; rzuciwszy okiem na nowe książki, rozłożone w sklepie Ambrożego Diupą i Kompanii; podziwiwszy się trochę pięknej edycii poematu Napoleon w Egipcie przez panów Bartelemi i Mery, oddalał się podskakując i miał wejść na ulicę Kolber, kiedy nosem palnął o jakąś kobietę, naprzeciw niemu idąca. Ta pani zgrabna i wysmukla, miała różowy kapelusik, lękała się, żeby ten jegomość uderzywszy się o nią, nic rozrzucił jej ubrania nagłowię; cofnęła się więc nieukontentowana i miała się żalić na jego nieuwagę, gdy spojrzawszy mu w oczy rozśmiała się głośno, a ów jegomość z kolei, krzykną? z podziwienia.
"E !.. czy się nie mylę!... to moja ładna Franuleńka!...
— "Patrz!... to Robino!.. Ach! mój drogi, jakżeś się odmienił od trzech lat, kiedyśmy się widzieli!..
— "Zawsze ta sama!., zawsze miła!, dowcipna!.. Jakimże szczęśliwym trafem cię spotkałem?...
—"O! a jakże śmiesz mówić ze mną. Ostrożnie, żeby kto nie zobaczył! Gdyby która twoja piękna, znajoma, księżniczka jaka, widziała cię ze mną rozmawiającego !.. Mój Boże!.. cóżby to po-
wiedziano?.. Uciekaj,., uciekaj co prędzej żebyś się nie spospolitował!...
— "Ach! Franusiu!.. żarciki!.. drwinki!.. z twego dawnego i zawsze wiernego przyjaciela!..
— "Bo tez to ja pamiętam, jak ten dawny i zawsze wierny przyjaciel obszedł się ze mną, jak się zbogacił!..
— "Ach! Franusiu, jakżeś mnie źle osądziła; to ty, przeciwnie, zaraz rozgniewałaś się, i niechciałaś mnie posłuchać... Taki trzpiot z ciebie!.. Przypominam sobie nawet żeś mie bez świecy porzuciła !.. to mnie bardzo zmartwiło !.. i gdybym się złego przyjęcia nie lękał, byłbym nazajutrz złożył mój majątek u nóg twoich, bo to com mówił, było tylko próbką twego charakteru.
— "A to rzecz dziwna!... ale dajmy pokój przeszłości... Wiesz dobrze, że ja zawsze lubiłam tylko używać teraźniejszości