Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 78
na chatkę, dodała przestraszona: "Ale on łam!.. gdyby wrócił!.. znowuby mnie może chciał zabić!..
—Ten, ktory cię od nas porwał, nie żyje już" rzekł baron: "Nie zobaczysz go już więcej Izoro; zginął bijąc się z moim synem...
— "Umarł!" zawołała Izora, z uczuciem politowania; rzuca się na kolana, podnosi ręce ku niebu i dodaje: "Boże przebacz mu wszystko złe, którego był przyczyną, tak jak ja mu przebaczani!.."
Ci, którzy ją otaczają odstąpili z uszanowaniem, ona się modli, a dziwne poruszenie maluje się na twarzach przytomnych, na widok dziewczyny, która nie wic, że modląc się, za sprawcę swoich nieszczęść, modli się za ojca.
Pomyślano nareście jakby coprędzej oddalić od tych smutnych miejsc Izorę. w których trzy miesiące przeżyła. Wła-
śnie siary pastuch powracał do swojej chatki, dano mu worek pieniędzy, rozkazując, aby pochował Sawiniego u wchodu w wązką drożynę, i pilnował do śmierci grobu lego nieszczęśliwego,
Wracają ku dolinie. Śmiały biega, skacze, podskakuje przed swoją panią. Łatwo osądzić jak go pieszczą. Dziewczyna jeszcze nieśmie wierzyć szczęściu swojemu; ściska ręcę barona, Alfreda, patrzy na Edwarda, a w tem spojrzeniu cała jej miłość się maluje.
Przybywają wreście do domku, ale przenoszą się do Domu Białego na mieszkanie, uszczęśliwieni, że są razem, że są z sobą, że ich już nikt nierozdzieli. Tu to Izora dowiaduje się, że jej opiekun nie sprzeciwia się ożenieniu z Edwardem, i że może śmiało oddać się całkiem swojej- miłości. Po trzech miesiącach cierpień i niewidzenia, bardzo naturalnie, ze się trzeba śpieszyć szczęścia używać; Edward też nie myśli się ztąd oddalić, póki nie będzie mężem Izory. Ten obrządek odbyt się w Auwernii spokojnie, i niewystawnie, a miłość i przyjaźń tylko mu towarzyszyły.
Dziewczyna poszła za mąż, pod imieniem Izory Zerwę; sądziła że to było nazwisko jej ojca, a nikt tez nieśmie jej w tem przeczyć. Lecz Edward w swojej żonie tyle znajduje cnot i przymiotów, wdzięków i łagodności, że je nierównie ceni wyżej nad drzewo genealogiczne i powtarza stosując do niej ten wiersz z Meropy:

"Tym, co godni kochania, przodków niepotrzeba!"