Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 75
starannie przejście, i przychodzi do dziewczyny, która słucha z żywem poruszeniem wycia psa, mówiąc po cichu: "O! mój Boże!" ktoby myślał że to mój Śmiały!.. ach! może niebo wybawicieli mi zsyła!.. Mój wierny towarzysz nie zdechł!,.
— "Tak!.. to on w samej istocie" rzekł włóczęga ponuro, rzucając na dziewczynę okropne spójrzenie: "ale coby cię miał ocalić... ten pies zgubi cię.
— "Wielki Boże!., co?... czegóż tak patrzysz na mnie" rzekła drżąc Izora.
Włóczęga bierze szpadę, zbliża się do niej, porywa drżącą jej rękę, którą ku niemu błagając wyciągała, i mówi: "Trzeba umrzeć!..
— "Umrzeć!" zawołała dziewczyna, wznosząc na niego oczy łzami zalane.
— "O mój Boże!.. ty mię chcesz, zabić... cożem zrobiła?.. czemże zasłuży-
łam na to?.. czyżem cię bez szemrania nie słuchała, odtąd jak jestem z tobą?..
— "Tak!.. tak!., nie zasługujesz na los tak okropny, znam ja to; daleki od nienawiści... miałem owszem ku tobie;... sam niewiem jakie uczucie;... ale nienawiść moja dla barona przewyższa wszystko!., przysiągłem że cię żyjącą nie oddam w jego ręce: i dotrzymam przysięgi... Czy słyszysz?.. obiegli nasze mieszkanie... wprędce słabe drzwi wyłamią; a ten przeklęty pies odkryje im i to ostatnie schronienie;... chcą cię ocalić... chcą cię ztąd wyprowadzić!... ale cię już nie znajdą przy życiu !.. Trzeba umrzeć Izoro ! nim się tu dostaną!.."
Obłąkana, poruszona, przelękniona Izora, usiłuje jeszcze zmiękczyć swego zabójcę; pada na kolana; ale on w zapale nic nie widzi, nic czuje, w prawym ręku