Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 74
— "Co to znaczy?" zawołał Edward: "czyliż ten zapał i zajadłość Śmiałego, nic oznajmuje nam, że w tym domu znajduje się jego zabójca! Patrzcie!... patrzcie!. nic chce się krokiem odedrzwi oddalić... patrzy na nas, żebyśmy mu przyszli na pomoc.
Wszakeśmy tu byli" rzekł baron.
— "Co to znaczy!... ten wierny sługa nie bez przyczyny chce się wedrzeć do lego okropnego schronienia... O! mój Boże!., gdybyśmy też tu znaleźli Izorę!
— Otwórzcie! hej!., otwórzcie! " zawoła! Alfred bijąc we drzwi. Lecz nikt się nie odezwał, najmniejszy szelest słyszeć się nie daje, a gniew i zajadłość psa co chwila się powiększa; przeciągle wycie rozchodzi się po okolicy, a trzej podróżni postanowili choćby gwałtem wedrzeć się do chatki.
Od czasu jak pies szczekać zaczął, okropna scena dzieje się w głębi chatki: włóczęga był tam sam jeden z dziewczyną, bo pastuch poszedł po żywność do wsi pobliskiej. Jak tylko pies zawył, towarzysz Izory pobiegł wyjrzeć drzwiami; poznał Śmiałego, zimny pot zlał mu skronie, widzi się zgubionym, widzi odkryte schronienie Izory, bo żadna siła ludzka nie odprowadzi psa od chatki, póki swojego zabójcy nie zajdzie. Wkrótce głos barona, wołanie dwóch przyjaciół, przekonywają go, że nie potrafi ukryć przed nićmi Izory, bo Śmiały pokaże im tajne przejście. Niema sposobu ucieczki, niepodobna się wedrzeć ztąd na wierzch otaczającej skały; w jednej chwili włóczęga wszystko uczuł, wyrachował, namyślił się i okropne zrobił postanowienie.
Wchodzi do drugiej kryjówki, zamyka