Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 71
wybiega, okazując największą radość i zbliża się do trzech podróżnych. Jest to Siniały uleczony z ran swoich, który łasi się do barona i liże po ręku Edwarda i Alfreda, jakby im za pomoc dziękował, którą mu zdychającemu dali. Trzej podróżni, radzi z widoku tego, który o mało za swoją panią nie zginął — ale pies nagle przestaje się cieszyć, krąży koło nich, patrzy na domek Izory, i staje przed niemi.
— "Niestety! — mój biedny Śmiały, ty szukasz kogoś jeszcze!.." rzekł Edward: "Pytasz nas, czy ci twoją panią wracamy !... Nie!.. niema jej dla nas... może nazawsze!..."
Pies patrzał uważnie na Edwarda, jakby jego boleść pojmował; milczy i chodzi tylko w około; nagradzają wspaniale wieśniaka, który miał o psie sta-
ranie i wracają do Domu Białego, gdzie mieszkać mają, póki się nie namyślą co dalej począć można.
Nadeszła zima: z drzew pożółkłe opadły liście, ogołocone z ozdób gaje, wyschły murawy, bo w górzystych stronach, ta pora roku jest najprzykrzejsza; przyrodzenie przybiera powierzchowność smutniejszą i poważniejszą, już wysokie śniegi okryły dolinę; dach Domu Białego, przysuty śniegiem, a w ogrodzie wśród suchych i poczerniałych liści, błyszczą zmarzłe kropelki. Jednakże, mimo przykrej pory, mimo smutku, w który się świat cały obwinął, baron de Marsej syn jego i Edward siedzą jeszcze w Auwernii, i mieszkają w Domu Białym, i codziennie po okolicy odbywają wycieczki, tajemna jakaś nadzieja wstrzymuje ich jeszcze w miejscu, gdzie mieszkała Izora; nie mogą się od niego oddalić.