Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 70
ROZDZIAŁ VI.
 
WIERNY PIES.

Baron de Marsej i dwaj przyjaciele zwiedzili najstaranniej, wszyslkie wioski i wioseczki Auwernii. Chata pasterza, chałupa rolnika, najnedzniejsza kletka nie uniknęła ich oczu; wszędzie pytają, dowiadują się, opisują Izorę, i obiecują nagrody ktoby mógł dać o niej jaką, wiadomość. Ale poszukiwanie próżne są wszędzie, i z każdym dniem ucieka nadzieja, która się łudzili.
Edward oddaje się najokropniejsze; rozpaczy. Od czasu jak się dowiedział, że Izora go szczerze kochała, że dla niego tylko biło jej serce, miłość jego wzrosła jeszcze. Wyrzuca sobie podejrzenia, łzy, które z jego przyczyny wylała Izora. Sama myśl niewidzenia jej, myśl ta, że nigdy jej smutków miłością swoją nie nagrodzi, udręcza go i wszystkie inne pożera uczucia. Boleść Barona nic tak żywa, smutek przyćmił mu oczy i zachmurzył czoło, po dziecięciu, o którym takie miał staranie. Często nawet sobie przypisuje nieszczęście Izory. Gdybym ją byt miał przy sobie, mówił, gdybym od siebie dziecięcia mojej Adeli nie oddalił, nie byłbym teraz jej pieszczot pozbawiony."
Alfred, którego charakter mocniejszy, łatwiej smutek zwycięża, siara się rozrywać ojca i Edwarda, a kiedy oni tracą nadzieje, on ją się stara przywrócić, mówiąc: "Czegoż się trapim? możemy odzyskać Izorę, kiedy się tego wcale niespodziewa-
my, ona sama może uciec ztamtąd, gdzie ją zapewne mimowoli trzymają; wówczas powróci prędko do domku, do Białego Domu; kto wie może już nawet wróciła?...
Ta ostatnia nadzieja skłania ich do powrotu na dolinę. Po sześciu tygodniach poszukiwania, wracają do domku Izery; ale tu pusto jak wprzódy. Ta, której szukają wszędzie, nie pokazała się nigdzie w okolicy Szadra, i tą razą Alfred nawet zdaje się nawet tracić nadzieję.
Nim się udali do Domu Białego, odpocząć po trudach przykrej podróży, baron i dwaj przyjaciele idą do chatki wieśniaka, u którego zostawili Śmiałego; lękają się żeby już wiernego obrońcy Izory nie znaleźli; lecz niknie ta bojaźń próżna; są jeszcze o sto kroków od mieszkania Auwernijaka, gdy piękny pies z niego