Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 69
się go uspokoić, chociaż widać, że i sam niemniej cierpi. Alfred wstał, opatruje wszędzie, spostrzega schody i odzywa się do Karolka: "Masz tam izbę na górze?..
— Tak, panie.
— Musi zapewne wychodzić na drogę, którąśmy tu przyszli... Może tam będzie wygodniej odpocząć?..
I nie czekając odpowiedzi starego pasterza, Alfred idzie na wschody, ale izbę znajduje pustą, i wraca smutny do towarzyszów, mówiąc: "Dobrze nam i tutaj..
— Ta cześć gór jest prawie pusta, rzeki Baron do Karolka. Czem tu żyjesz?
— Kupuję chleb we wsi;.. przygotowuję go na dni dziesięć...
— Co za smutne mieszkanie!. rzekł Alfred, jak tu u djabła żyć można?" — "Biedna Izora!" dodał Edward:
— Tak, panie.
— Musi zapewne wychodzić na drogę, którąśmy tu przyszli... Może tam będzie wygodniej odpocząć?..
I nie czekając odpowiedzi starego pasterza, Alfred idzie na wschody, ale izbę znajduje pustą, i wraca smutny do towarzyszów, mówiąc: "Dobrze nam i tutaj..
— Ta cześć gór jest prawie pusta, rzeki Baron do Karolka. Czem tu żyjesz?
— Kupuję chleb we wsi;.. przygotowuję go na dni dziesięć...
— Co za smutne mieszkanie!. rzekł Alfred, jak tu u djabła żyć można?" — "Biedna Izora!" dodał Edward:
kto wie czy i ty nie mieszkasz gdzie w takiej nędznej rozwalinie!.. Od trzech tygodni porwano cię już od nas,... i żadnego znaku,... żadnej nadziei odkrycia zbrodniarzy!..
Trzej podróżni milczą przez chwilę. Ukryły za przepierzeniem, włóczęga nic traci ich z oczu, i jak przykuty stoi na miejscu. W pół godziny nareście baron wstaje mówiąc: "No! chodźmy..
— "Na nic się bawić niezdało dłużej...
— "Tak! chodźmy, rzekł Alfred, i starajmy się rozpoznać drogę, żebyśmy drugi raz tu się nie przywlekli napróżno... Z resztą, łatwo poznać to miejsce... Mało widziałem tak dzikich położeń tak smutnych, jak to, w którym postanowiono te kletkę. No! czy idziesz Edwardzie! Edward wstaje, spogląda raz jeszcze po ścianach, i wychodzi powoli z Alfredem i Baronem. Wkrótce odgłos ich kroków niknie w oddaleniu; i oni sami nikną z oczu Karolka, który Stojąc na progu patrzał za niemi. Wówczas z miną zwycięską włóczęga wraca do Izory, wołając: "To oni byli!" ale najmniejszego niemają podejrzenia, oddalili się ztąd, i więcej już tu nigdy nie wrócą!
— "To oni! odezwała się z cicha dziewczyna. I zdało jej się, jakby ją nanowo wyrwano tym, których kochała; pierwszy raz doznaje tak okropnego uczucia; bo już ostatnią wydarto nadzieję, zalana łzami pada u nóg włóczęgi.
Trzej podróżni milczą przez chwilę. Ukryły za przepierzeniem, włóczęga nic traci ich z oczu, i jak przykuty stoi na miejscu. W pół godziny nareście baron wstaje mówiąc: "No! chodźmy..
— "Na nic się bawić niezdało dłużej...
— "Tak! chodźmy, rzekł Alfred, i starajmy się rozpoznać drogę, żebyśmy drugi raz tu się nie przywlekli napróżno... Z resztą, łatwo poznać to miejsce... Mało widziałem tak dzikich położeń tak smutnych, jak to, w którym postanowiono te kletkę. No! czy idziesz Edwardzie! Edward wstaje, spogląda raz jeszcze po ścianach, i wychodzi powoli z Alfredem i Baronem. Wkrótce odgłos ich kroków niknie w oddaleniu; i oni sami nikną z oczu Karolka, który Stojąc na progu patrzał za niemi. Wówczas z miną zwycięską włóczęga wraca do Izory, wołając: "To oni byli!" ale najmniejszego niemają podejrzenia, oddalili się ztąd, i więcej już tu nigdy nie wrócą!
— "To oni! odezwała się z cicha dziewczyna. I zdało jej się, jakby ją nanowo wyrwano tym, których kochała; pierwszy raz doznaje tak okropnego uczucia; bo już ostatnią wydarto nadzieję, zalana łzami pada u nóg włóczęgi.
www.bluestracja.pl