Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 68
jeśliśmy ci w czem przeszkodzili, rzekł baron, a dwaj przyjaciele ciekawem w około poglądają okiem. Pomęczjliśmy się;... drogi takie złe w górach, żeśmy konie w pobliskiej wioseczce musieli zostawić; czy niemożnaby chwilkę u ciebie odpocząc?
— "Tak! tak! niech sobie panowie odpoczną, odpowiedział Karolek spokojnie. Trzej podróżni siadają na słomie, a Alfred wyjmuje szpadę z pod płaszcza i kładzie ją koło siebie. Włóczęga zadrżał poznając broń którą zabił Śmiałego. Ale serce jego przejmuje dzika radość na widok zmartwienia i smutku, malującego się w oczach barona i dwóch jego towarzyszy.
— Czy sam jeden tu mieszkasz? rzeki baron do pastucha,
— Tak, panie.
— Nie bywali tu czasami podróżni.
— "O! tu prawie nikt nie bywa!.:
— Czy nie przypominasz sobie, nie szedł tu tedy, nie odpoczywał tu u ciebie jaki człowiek z dziewczyną...
— Nie..
— Posłuchaj, rzeki Alfred do Karolka, szukamy młodej, ładnej panienki, którą jeden jakiś, czy może więcej łotrów, uprowadzili z jej mieszkania,... może oni tu nie byli, ale przechodzili w okolicy;... może słyszałeś co o tem;... jeślibyś nam o tem co powiedział, wspanialebyśmy cię nagrodzili...
— Nic niewiem... i nikogo niewidziałem, odpowiedział obojętnie pastuch.
— I tak, próżne są wszystkie nasze poszukiwania! zawołał Edward z rospaczą. Droga Izoro!.. nigdyż cię nieznajdziemy!.. nie zobaczym!.. Nie wiemy nawet gdzie cię szukać!..
Baron bierze Edwarda za rękę i stara