Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 67
— Zostań w chatce; jeśli do ciebie zapukają, otwórz niezwłocznie; pozwól im odpocząć... jeśli jeść lub pić zechcą, daj im chleba tylko i wody; jeśli będą pytać, to wiesz już jak masz odpowiadać."
Karolek kiwnął głową i powrócił do chatki. Przejście z rozpadliny starannie zamknięto. Włóczęga wprowadził do domku Izorę, która zadrzała usłyszawszy O trzech podróżnych; tajemnie jakieś mówi jej przeczucie, że jej opiekun ze swoim synem i Edwardem szukają jej aż tutaj.
Oczy włóczęgi zaiskrzyły się, porwał szpadę ukrytą w kącie; bierze za rękę Izorę, i odzywa się do niej ponuro: "Jeśli choć piśniesz przez ten czas, jak ci podróżni będą u Karolka, jeśli sprobujesz dać poznać, że tu jesteś... przysięgam że cię zabiję!.. Przysiąż więc ty że najgłębsze zachowasz milczenie!.
— "Przysięgam!" odpowiedziała drząca Izora; naówczas włóczęga zostawia ją w izbie jej, sam wychodzi z domku, zbliża się do desek, składających mieszkanie Karolka, przykłada oko do sporego otworu, widzi wszystko co się dzieje w pierwszej izbie ode drogi.
Dziesięć minut upływa, niema nikogo; siary pastuch myślić zaczyna, że podróżni, których widział, inną pójść musieli drogą, gdy odgłos kroków daje się słyszeć; zatrzymuje się przed domkiem, i głos jeden się odzywa: "Otoż przecie jakieś mieszkanie!.."
Włóczęga zadrżał, głos ten usłyszawszy, bo to był głos Edwarda. Pukają do drzwi domku; Karolek otwiera, a włóczęga drży znowu, widząc wchodzących Barona de Marsej, Alfreda i kochanka Izory.
— "Pzepraszamy cię poczciwy człowiecze,