Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 6
źnierstwo!.. zdaje mi się wszelako że wszystkie obowiązki pana wujaszka, skończą się na tem; że będzie służącym swojej siostrzenicy.. Z resztą, niosę biblijotękę pod pachą... jest to jedyna moja własność... Będę się starał szkółkę założyć, lub poszukam drugiego Mecenasa, któremu potrzeba będzie Wirgilijusza, aby go za sto talarów na rok, podał do nieśmiertelności. Zdaje misie że to niedrogo. Go się tyczę tego zamku, zobaczycie panowie, wkrótce zjedzą go, zniszczą, przedadzą, opuszczą... padnie w gruzy i nikt nie wspomni imienia ostatniego z jego posiadaczów, a wkrótce szukać będą, gdzie stał Rosz-nuar, jak dziś szukają Babilonu, Tebów Niniwy!.."
Tego niezobaczym, mój kochany panie Ferulus, bo i raj opuszczamy ten zame.."
Opuszczacie panowie go!" rzekł Ferulus radośnie; "bardzom rad temu!.. Ci ludzie
nic warci obcować z panami! jak ja i panowie ubędziemy, pytam rozumnego w tym zamku zostanie!.. Powracacie do Paryza?..
— "Może... odprawiam jeszcze maią podrób..
— "Czy nie potrzebujecie panowie tłómacza, do krajów które macie przebywać?.:
— "Nie, umiemy tyle, ze nasz wszędzie zrozumieją.
— "Czy czasem przypadkiem... niemacie panowie dzieci do wychowanie?" — "Nie — dotąd nie — panie Ferulus.
— "No! to do nóg upadam,.. cale et me ama!...
Mędrzec oddali? się smutnie; młodzi przyjaciele chcieli mu ofiarować pieniędzy, żeby ten, który swoim bliźnich podawał do śmiertelności, nie umarł z głodu; lecz niewidzieli jakim sposobem to zrobić, żeby