Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 59
jestem. — Młodość moją spędziłem w pewnym zamku; na łonie bogactw, otoczony liczną służbą, która starała się jedynie żądania moje uprzedzać. Co za zmiana!... mogłem że się spodziewać kiedy tak opłakanego stanu!... Ale człowiek wszystkiego spodziewać się powinien, kiedy nie umie panować nad sobą i namiętnościami swymi;.. nieszczęście nauczyło mię także podobno uwag moralnych.... a z odmian, jakie nademną uczyniło, nie jest to pewno najmniejsza .. owszem!.." Włóczęga zamilkł na chwilę; bierze fajkę, nakłada, zapala, i zaczyna znowu, wyjmując czasami z ust fajkę.
— Dwaj młodzi ludzie, co to tak często do ciebie przychodzili, mieszkali o
dwie mile od ciebie, w zaniku Rosz-nuar;... musieli ci mówić o tem?
— Tak panie.
— No! to ja w tym samym zamku
— Dwaj młodzi ludzie, co to tak często do ciebie przychodzili, mieszkali o
dwie mile od ciebie, w zaniku Rosz-nuar;... musieli ci mówić o tem?
— Tak panie.
— No! to ja w tym samym zamku
przepędziłem młodość moją należał on wówczas do jednej z ciotek moich, starej dożywotnicy, bardzo poważnej, która od rana do wieczora, wcale się do moich nic wtrącała czynności. Prócz niej nie miałem innych krewnych, posiadałem dość znaczny majątek, nie licząc tego co mi ciotka zostawić miała po sobie; a ona myślała, że młody chłopiec, dobrego urodzenia, bogaty, nigdy zawcześnie panem swej woli być nie może, i na świecie źle się prowadzić nic potrafi... biedne kobiecisko!... myliła się bardzo!.. Wcześnie bardzo od głupstw zacząłem!... Kobiety!... karty!.. wytworne jadło, rospusta, miały dla mnie wdzięki, którym się nie chciałem nawet opierać; zdawało się rzeczą bardzo naturalną zaspokajać swoje żądze, i najmniejsze chęci... Tak mnie do samowolności przyuczono, że sypałem złoto garściami, byleby prze -
www.bluestracja.pl