Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 58
cię twemu opiekunowi. Wiem, że nie jest powinnością moją, z uczynków moich zdawać ci rachunek, wiem, że mógł bym ani ci wspomnieć o tem; lecz twoja powolność, uległość... zaczynają mie poruszać... Tak... im więcej patrzę na ciebie,.. im lepiej cię poznaję;... tem bardziej się dziwię!.... Jestem przyczyną twojego nieszczęścia, a jednak wierz mi, chciałbym cię widzieć szczęśliwa... Dziwny to skutek piękności połączonej z cnotą i dobrocią... Sadziłem, że to już mego serca nie poruszy, tyś mi dowiodła, żem się omylił..."
Izora wzniosła powoli oczy na włóczęgę: nieokreślone jakieś uczucie w nich się maluje kiedy te słowa wymawia: "Ach! panie,... i ja także... czuję, że. chciałabym życzeć ci dobrze;... teraz nawet, kiedyś mnie zrobił nieszczęśli-
wą... nie mogę cię tak, jakbym powinna nienawidzicć!...."
— "No... milcz, mała, i nie patrz tak na mnie" odpowiedział włóczęga, odwracając od niej głowę, aby ukryć swoje wzruszenie. "Tak! cieszy mnie uległość twoja;... ale się los twój dla tego nie zmieni, bo to nie w mojej mocy — czy wiesz, że mimo tego, iż się do ciebie przywiązywać zaczynani, zabiłbym cię, gdyby baron de Marsej usiłował cię wyrwać z rąk moich... No! uspokoj że się!... to się nigdy przytrafić nie może; ja jak widzisz, byłem ostrożny. Otoż wróćmy do tego, com ci miał opowiadać,.. względem przyczyn postępowania mojego; kiedy nas los z sobą na zawsze połączył, poznaj tego, z którym masz życie przepędzić.
— "Dość masz rozsądku, żeś poznać mogła, iż niezawsze byłem tym, czym