Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 57
i mówić inaczej. Mówił mi, żem się dobrze uczyła, ze szkodaby było, gdybym została w niewiadomości, jak inni górale....
— A potem?
— Nic więcej, panie.
— Nie mówił ze ci, iż, kiedyś wyprowadzi cię na świat, nastręczy ci tysiące zabaw i przyjemności?
— Nie, tego mi nigdy nie mówił.
— A kiedyś poznała, pokochała Edwarda, czyś mu to mówiła?
— Tak, panie ! bo ja przed nim nic nie miałam skrytego.
— No! i cóż ci wówczas powiedział?
— Połajał mie... ale łagodnie... mówił mi, żem źle zrobiła, że kochałam Edwarda; ze trzeba było o nim zapomnieć, wyrzec się jego, że on nic mógł być nigdy moim mężem...
— "O! byłem tego pewny!.. nic dla kogo
to on ciebie tak tajemnie wychowywał.. uczył... O! dla siebie, niezawodnie dla siebie!... O! musiał cię kochać bardzo, kiedy tak sobie postępował!... A ja pozbawiłem go twojej przytomności, twych pieszczot;... zniszczyłem zamysły szczęścia jego na przyszłość... Zemściłem się nareście!"
Okropny uśmiech ożywiał twarz włóczęgi. Izora odwróciła się od niego przestraszona. W kilka chwil odzywa się do niej: "Nie mysi, żebym cię tylko w widokach szkodzenia, wyrwał z twego schronienia; nie — wiele miałem wad,... a nawet występków; ... ale czynić źle bez przyczyny, nigdy nic myślałem; i choć wicie mam pobudek do nienawidzenia ludzi, oddaję im jednak sprawiedliwość, że nigdy złego nie popełniają, kiedy w tem własnej nie widzą korzyści. Słuchaj mie, mała, powiem ci, dla. czego wyrwałem