Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 55
ROZDZIAŁ V.
POBYT W ROSPADLINIE — ZNIKŁA OSTATNIA NADZIEJA.
W zbytecznem nieszczęściu jest ostatek siły i odwagi; przyszedłszy do kresu przeciwności, zmuszeni wszelką odrzucić nadzieję, zdajemy się tajemnej doznawać pociechy, wyzywając losu, aby nas jeszcze nowym ciosem udręczyć potrafił.
Takie to jest właśnie położenie Izory. To dziewcze powolne, skromne, wydarte z miejsca, w którem przepędziło dzieciństwo, rozdzielone z opiekunem, z kochankiem, mieszkać musi w okropnem podziemnem schronieniu, z dwoma tylko ludźmi, z których jeden jest przyczyną
POBYT W ROSPADLINIE — ZNIKŁA OSTATNIA NADZIEJA.
W zbytecznem nieszczęściu jest ostatek siły i odwagi; przyszedłszy do kresu przeciwności, zmuszeni wszelką odrzucić nadzieję, zdajemy się tajemnej doznawać pociechy, wyzywając losu, aby nas jeszcze nowym ciosem udręczyć potrafił.
Takie to jest właśnie położenie Izory. To dziewcze powolne, skromne, wydarte z miejsca, w którem przepędziło dzieciństwo, rozdzielone z opiekunem, z kochankiem, mieszkać musi w okropnem podziemnem schronieniu, z dwoma tylko ludźmi, z których jeden jest przyczyną
jej cierpień, a drugi czuć ich nieumie; a jednak potrafiło przemódz rospacz swoją. Oczy jej, przynajmniej w obecności towarzyszów, z łez osychają, żadna skarga z ust jej nie wychodzi, a mówiąc do tego, który ją wydarł z spokojnej chatki, gniew w jej oczach nie błyska, głos nie wyraża odrazy, którąby ją mógł natchnąć ku sobie, staje przednim z posłuszeństwem, z powolnością do niego przemawia.
Już kilka dni upłynęło od czasu, jak włóczęga ukrył Izorę u starego pastucha; a postępowanie tej dziewczyny, dziwi go nawet samego. Często całymi godzinami przypatruje się jej; a im więcej patrzy, tem się jego ciekawość powiększa.
Jednego poranku, kiedy pastuch poszedł w góry, a włóczęga zostawszy sam na sam z Izorą, siadł na wschodzie do rospadliny, i patrzał oddawna na nią, jak w mil-
Już kilka dni upłynęło od czasu, jak włóczęga ukrył Izorę u starego pastucha; a postępowanie tej dziewczyny, dziwi go nawet samego. Często całymi godzinami przypatruje się jej; a im więcej patrzy, tem się jego ciekawość powiększa.
Jednego poranku, kiedy pastuch poszedł w góry, a włóczęga zostawszy sam na sam z Izorą, siadł na wschodzie do rospadliny, i patrzał oddawna na nią, jak w mil-
www.bluestracja.pl