Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 46
"No! to dobrze, rzekł włóczęga, teraz daj mi rękę i chodź."
Bierze rękę drżącą dziewczyny, ciągnie ją ku wschodom, i czując, że ona na nogach usiać nie może, przymusza ją, żeby się na nim oparła. Przyszedłszy w dziedziniec, Izora spostrzega Śmiałego zbroczonego we krwi; wierne zwierzę odzywa się żałośnie, i usiłuje jeszcze wsiać i bronić swojej pani. Na ten widok, Izora traci zmysły; i już ma paść na ziemie, gdy przewodnik jej, chwyta ją na ręce i kładnąc na lewem ramieniu, idzie do ogrodu, woląc wyjść furtką niż bramą. Otwiera tedy drzwiczki wychodzące na pole, bierze szpadę, którą w tem miejscu porzucił; i mimo ciężaru który niesie, rusza krokiem śmiałym i prędkim w góry.
Ciemno było, noc zimna i dżdżysta; ale mimo tego włóczęga szedł dość śpie-
Bierze rękę drżącą dziewczyny, ciągnie ją ku wschodom, i czując, że ona na nogach usiać nie może, przymusza ją, żeby się na nim oparła. Przyszedłszy w dziedziniec, Izora spostrzega Śmiałego zbroczonego we krwi; wierne zwierzę odzywa się żałośnie, i usiłuje jeszcze wsiać i bronić swojej pani. Na ten widok, Izora traci zmysły; i już ma paść na ziemie, gdy przewodnik jej, chwyta ją na ręce i kładnąc na lewem ramieniu, idzie do ogrodu, woląc wyjść furtką niż bramą. Otwiera tedy drzwiczki wychodzące na pole, bierze szpadę, którą w tem miejscu porzucił; i mimo ciężaru który niesie, rusza krokiem śmiałym i prędkim w góry.
Ciemno było, noc zimna i dżdżysta; ale mimo tego włóczęga szedł dość śpie-
sznie, drapiąc się po stronnych dróżynach, i kierując się ciągle po dzikich i samotnych ścieżkach. Czasami spoglądał na tę, którą niósł na sobie. Izora ciągle była bez przytomności, a piękną jej twarzyczkę bladość śmiertelna okrywali i krople padającego deszczu. Ale włóczęga, nieporuszony okropnym jej stanem, patrzał na nią i mruczał: "Przyjdzie jeszcze do siebie... to nic!.."
Dość spory kawał drogi tak uszedłszy, nieznajomy zatrzymał się na wierzchołku góry; spojrzał w około, jakby chciał się przekonać, w którem się miejscu znajduje, składa na ziemi omdlałą dziewczynę, i mruczy znowu: "Odpoczniemy!.. nie bardzo ciężka.. ale z czasem, to czuć troche!.."
Patrzy przez chwilę na rozciagnione u stóp swoich ciało, do umarłej już podobne; gorzki uśmiech przebiega mu usta i
Dość spory kawał drogi tak uszedłszy, nieznajomy zatrzymał się na wierzchołku góry; spojrzał w około, jakby chciał się przekonać, w którem się miejscu znajduje, składa na ziemi omdlałą dziewczynę, i mruczy znowu: "Odpoczniemy!.. nie bardzo ciężka.. ale z czasem, to czuć troche!.."
Patrzy przez chwilę na rozciagnione u stóp swoich ciało, do umarłej już podobne; gorzki uśmiech przebiega mu usta i
www.bluestracja.pl