Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 45
bierz moje rzeczy; co chcesz;.., ale błagam cię, nie prowadź mię z sobą".
Włóczęga otworzył pokazaną szufladę, napełnia kieszenie pieniędzmi, mrucząc: "Dobrze!.. Cały wiek możnaby za to przeżyć w tych górach...". Potem obraca się i widząc Izorę nieruchomą, klęczącą na tem samem miejscu, wola z gniewem: "No cóż?. czy nie słyszałaś?.. Kazałem ci rzeczy zabierać. Śpiesz się!..
— "Ach! mój Boże!.. więc chcesz koniecznie wziąść mię z sobą?" zawołała błagającym głosem Izora.
— "Czy chcę?. A położ przecie wszedłem tu do ciebie, na śmierć się narażając;.. a krew płynąca z mej twarzy, dowodzi ci, że moje postanowienie jest niezmienne... że łzy i prośby nic nie pomogą. Krzyczeć Iakże będziesz napróżno.. nikt cię nieusłyszy;... obrońcy twoi, przy-
jaciele, daleko są od ciebie... a twój wierny stróż zdycha. "
— "Śmiały zdycha!.." zawołała Izora z krzykiem przestrachu, po którym natychmiast obfite łzy nastąpiły.
— "Tak, Śmiały zdechł już pewno, albo mu nie wiele do tego brakuje. No! powtarzam ci, bez gadania, bez tych próśb próżnych!.. musisz iść za mną., a jeśli nie..."
Nieznajomy porwał dziewczynę za rękę; i ścisnął lak silnie, że o mało z bolu nie omdlała, i rzekła niewyraźnie; "Bodę ci panie posłuszną.." Wówczas włóczęga puszcza jej rękę, i popycha ku komodzie.
Nie wiedząc sama ani co robi, ani co się z nią stanie, Izora na los bierze kilka sukien, zawiązuje w chustkę, bierze zawiniątko pod rękę, i opiera się mur, żeby nie upadla.