Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 42
szłej nocy.... gdyby nie przybycie tego Alfreda, byłbym znalazł w wieży, to czegom szukał;... ale jeszcze i teraz pójść tam mogę;.. tak! bo innego niema sposobu..."
Wnet włóczęga rusza wielkiemi kroki przez dolinę, tak prędko mimo nocy, jakby szedł o południu, przedziera się pobocznemi dróżkami skracającymi drogę do zamku Rosz-nuar, do którego wkrótce przybywa. Stanął przed furtką ogrodową, od której ma klucz; otwiera, wchodzi do ogrodów, idzie do opuszczonej wieży, i staje w niej nareście, z nikim się nie spotkawszy. Tu leci po kręconych wschodach i zatrzymuje się aż w tejże sali, w której go Alfred dwoma dniami wprzódy był zastał. Lecz największa ciemność panuje w, około; waha się przez chwilę; nareście wyjąwszy krzesiwo
Wnet włóczęga rusza wielkiemi kroki przez dolinę, tak prędko mimo nocy, jakby szedł o południu, przedziera się pobocznemi dróżkami skracającymi drogę do zamku Rosz-nuar, do którego wkrótce przybywa. Stanął przed furtką ogrodową, od której ma klucz; otwiera, wchodzi do ogrodów, idzie do opuszczonej wieży, i staje w niej nareście, z nikim się nie spotkawszy. Tu leci po kręconych wschodach i zatrzymuje się aż w tejże sali, w której go Alfred dwoma dniami wprzódy był zastał. Lecz największa ciemność panuje w, około; waha się przez chwilę; nareście wyjąwszy krzesiwo
z kieszeni, dobywa. ognia, choćby miał znowu cały zamek strwożyć.
Nosi z sobą zawsze latareńkę ślepą, która mu często bardzo dobrze służy nocą w górach; zapala ją wkrótce, opatruje wszystkie kąty sali, która była dawniej zbrojownią, szuka broni, któraby mu użyteczną być mogła. Przetrząsłszy wszędzie, i odrzuciwszy z gniewem od siebie pokruszone lance, i zardzawiałe szable, porywa dość dobrą jeszcze szpadę i już ma odchodzić, gdy w kącie spostrzega drugą zawieszoną: zbliża się, bierze ją, opatruje i woła: "To ona!... jej to szukałem !.. tą szpadą uczyłem się bić... i bronić od nieprzyjaciela, lub prawnie się go pozbyć... Biedny Ryszard! tak mię lubił uczyć, tak był dumny talentem ucznia; i ileż to fazy powtarzał mi, te hiszpańskie godło: nic podnoś broni bez przyczyny, nie składaj jej znieważony!.. "
Nosi z sobą zawsze latareńkę ślepą, która mu często bardzo dobrze służy nocą w górach; zapala ją wkrótce, opatruje wszystkie kąty sali, która była dawniej zbrojownią, szuka broni, któraby mu użyteczną być mogła. Przetrząsłszy wszędzie, i odrzuciwszy z gniewem od siebie pokruszone lance, i zardzawiałe szable, porywa dość dobrą jeszcze szpadę i już ma odchodzić, gdy w kącie spostrzega drugą zawieszoną: zbliża się, bierze ją, opatruje i woła: "To ona!... jej to szukałem !.. tą szpadą uczyłem się bić... i bronić od nieprzyjaciela, lub prawnie się go pozbyć... Biedny Ryszard! tak mię lubił uczyć, tak był dumny talentem ucznia; i ileż to fazy powtarzał mi, te hiszpańskie godło: nic podnoś broni bez przyczyny, nie składaj jej znieważony!.. "
www.bluestracja.pl