Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 41
ROZDZIAŁ IV.
 
UPROWADZENIE IZORY.

W nocy, kiedy Alfred i Edward poszli w dolinę szpiegować czynności Izory, człowiek jakiś ciągle szedł za niemi trzymając się w cieniu; człowiek ten, który zdawał się być włóczęgą z gór, i innego nad góry niemieć mieszkania, nie tracił z oczu dwóch przyjaciół; zdawał się być mocno zajęty tem, żeby oni poznali czynności dziewczyny, i oczekiwał niespokojnie skutku.
Gdy Alfred poznał ojca, w tym nieznajomym, który się rozstał z Izorą, i wymienił go, włóczęga, ukryty w bliskości,
poruszył się nagle jakby chciał się rzucić na barona; lecz natychmiast prawie się zatrzymał mrucząc: "Niemam broni!" potem oddalił się nagle ku domkowi dziewczyny.
Przybywszy pod samo to mieszkanie zatrzymuje się, patrzy długo, i zdaje się układać jakieś plany zemsty. Nagle zaiskrzyły mu się oczy, gorzki uśmiech skrzywił usta i zawołał: "To lepiej!... nierównie lepiej!.,. Gdybym zabił barona wszystkoby się skończyło!.. Życie tak prędko się traci;.. chwilę cierpiałby tylko... a ja cierpię już lat osiemnaście!.. Będę się starał oddać wet zawet.;. Musi on być bardzo do tej dziewczyny przywiązany, że ją w tem miejscu ukrywa, i tak tajemnie się z nią widuje... Musze porwać Izorę; jutro będzie w moim ręku!.. Ale do tego trzeba mi broni, a ja niemam ani grosza!.., ani nic!.. Prze-