Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 4
powietrzu... Zmysły mają zawsze związek z działaniami umysłu.
Po kilku chwilach milczenia, Edward odzywa się do przyjaciela. "Niechce już dłużej bawić w tym kraju,... owszem jak najśpieszniej się ztąd oddalę... Jutro zaraz pożegnam mieszkańców zamku, opuszczę Auwernija... gdziebym nigdy nie powinien był dla mojej spokojności przyjeżdżać!..
"I ja z tobą pojadę... Zamek Rosz-nuar i te oryginały nudzie mię zaczynają.... Tak, jutro się pożegnamy.. Wrócićmy do Paryża rozerwać się, albo jeżeli wolisz, pojedziem, do Szwajcarii, do Włoch,... Będę ci wszędzie towarzyszył;., czas... i przyjaźń moja zatrą w twej pamięci przykre wspomnienia.. No.. daj mi rękę Edwardzie! Wierz mi, niema prawdziwego nieszczęścia, póki jest prawdziwy przyjaciel,
Dwaj młodzi ściskają się długo za ręce, i Edward przyrzeka Alfredowi usiłować ile możności zapomnieć Izorę.
— "Gdzież jesteśmy?.." rzekł Edward po chwili.
— "Ja niczem... szliśmy długo nie patrząc na drogę. Nieznam tego miejsca... księżyc zaszedł Moglibyśmy najłatwiej zabłądzić, więc zostańmy tu lepiej, póki nierozednieje, a wówczas powrócim do zaniku.."
Edward zgodził się na zdanie Alfreda; kładną się dla spoczynku na trawie; lecz sen ucieka od powiek kochanka Izory, któremu tkwią w pamięci miłe rysy tej, którą przywykł kochać i widywać codzień.
Jak tylko świtać zaczęto, wstają; a wieśniacy idący na robotę, pokazują im drogę do zaniku. Przybywają tam o ósmej rano, i w dziedzińcu spotykają pana Ferulus,