Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 37
człowiek życie czuć zaczyna; a ja usuwałem się z miejsca, które ty zająć miałeś. Łatwo mi tedy było jeździć do Auwarnii, a tyś ani postrzegł tego. Przybywałem tu i czasami, po dni piętnaście bawiłem. Lecz lękając się zawsze, aby mię tu kto nie poznał i niewspomniał o moich do Białego Domu wycieczkach, starałem się zawsze przybywać w nocy; i wieczorem tylko wychodziłem. Ztąd poszły wieści, które o tem mieszkaniu rozsieli zabobonni górale; ja zaś prosiłem wdowy Andrzejowej, aby ich z błędu nie wyprowadzała — bo przestrach, którym ich to miejsce napełniało, był dla mnie przyjazny, bo ich ztąd oddalał.
— "Im częściej widywałem Izorę, tem większe ku niej czułem przywiązanie: dobra, miła, czuła; serce i duszę miała matczyną. Życie samotne, na które ją jej urodzenie skazywało, miało upłynąć
— "Im częściej widywałem Izorę, tem większe ku niej czułem przywiązanie: dobra, miła, czuła; serce i duszę miała matczyną. Życie samotne, na które ją jej urodzenie skazywało, miało upłynąć
spokojnie w tych górach. Zapewne, że dla uniknienia podejrzeń, i odwrócenia od niej uwagi, powinienem był ją zostawić równie nieumiejętną, jak wszystkie tutejsze pasterki. Lecz, mimowoli, lubiłem, rozmawiając z Izorą, oświecać ją, prostować jej zdanie; sądziłem że w oddaleniu od świata, czytanie stanie się dla nic; źrzódłem przyjemności i miłych rozrywek. Nauczyłem ją czytać, Izora była tak uważna i pilna, że przez krótki przeciąg pobytu mego w Domie Białym, znaczne zrobiła postępy. Tak to powoli nabrała wiadomości i ułożenia wcale niepodobnego do wieśniaczki; w radości jakiej z tych postępów doznałem, zapomniałem o przezorności; nie pomyślałem że kiedyś może, tyle wdzięków, dowcipu; zastanowią podróżnego, który tę dolinę odwiedzi.
— "Izora kochała mnie jak opiekuna, i
— "Izora kochała mnie jak opiekuna, i
www.bluestracja.pl