Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 36
la dziękowała mi czule, ale niestety zapóźno już było; wkrótce stan jej straszliwie się pogorszył, i ta ubóstwiona kobieta skonała na mojem ręku. Umarła zalecając rui, abym nigdy nie opuścił jej córki, żebym jej błędy matki przebaczył, i kochał choć troche jej biedna Izorę.
— Nie będę wam opisywać mego smutku.... żadnej kobiety niekochałem tak namiętnie jak Adelę!.. Ale tyś mi jeszcze pozostał mój synu!.. na ciebie starałem się zlać wszystkie moje uczucia.
— "Wierny jednakże przysiędze, którą uczyniłem Adeli, pojechałem znowu obaczyć Izorę. Andrzej już był umarł także, a wdowa po nim pozostała, miała tylko to przybrane dziecię za pociechę małą: lękała się, abym go jej nie odebrał; alem ją uspokoił. Nacóż miałem to dziewczę z tych gór oddalać? czyż w nich nie mogła źyć szczęśliwsza jak na wiel-
— Nie będę wam opisywać mego smutku.... żadnej kobiety niekochałem tak namiętnie jak Adelę!.. Ale tyś mi jeszcze pozostał mój synu!.. na ciebie starałem się zlać wszystkie moje uczucia.
— "Wierny jednakże przysiędze, którą uczyniłem Adeli, pojechałem znowu obaczyć Izorę. Andrzej już był umarł także, a wdowa po nim pozostała, miała tylko to przybrane dziecię za pociechę małą: lękała się, abym go jej nie odebrał; alem ją uspokoił. Nacóż miałem to dziewczę z tych gór oddalać? czyż w nich nie mogła źyć szczęśliwsza jak na wiel-
kim świecie, gdzieby jej urodzenie w całem życiu stawało na przeszkodzie.
— "Od śmierci mojej Adeli, przykrym mi był pobyt w Paryżu; gdyby nie ty, mój drogi Alfredzie, byłbym opuścił stolicę i osiadł w tym samotnym domu. Wśród tych gór, przy małej Izorze, która twarzą i dziecinnymi wdziękami, tyle mi matkę swoją przypominała, lubiłem dumać o tej nieszczęśliwej kobiecie, która znała tylko cierpienia miłości, i w tak krótkiem życiu niedoświadczyła tych przyjemności, tych miłych uczuć, które zdają się być towarzyszami młodości i wdzięków.
— "Ale wówczas ty już podrastałeś Alfredzie; już świat ramiona milijonowych swych złudzeń wyciągał ku tobie; ukazując ci same przyjemności, roskosze i szczęście!.. byłeś w wieku, w którym
— "Od śmierci mojej Adeli, przykrym mi był pobyt w Paryżu; gdyby nie ty, mój drogi Alfredzie, byłbym opuścił stolicę i osiadł w tym samotnym domu. Wśród tych gór, przy małej Izorze, która twarzą i dziecinnymi wdziękami, tyle mi matkę swoją przypominała, lubiłem dumać o tej nieszczęśliwej kobiecie, która znała tylko cierpienia miłości, i w tak krótkiem życiu niedoświadczyła tych przyjemności, tych miłych uczuć, które zdają się być towarzyszami młodości i wdzięków.
— "Ale wówczas ty już podrastałeś Alfredzie; już świat ramiona milijonowych swych złudzeń wyciągał ku tobie; ukazując ci same przyjemności, roskosze i szczęście!.. byłeś w wieku, w którym
www.bluestracja.pl