Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 35
Była wprawdzie, winną, występną może raz w życiu, ale ileż to ludzi występniejszych nierównie, niczem swej winy nie umie nagrodzić!
— "W pięć miesięcy po naszym przybyciu do Paryża, wyjechałem tajemnie do Auwernii, i zawsze pod nazwiskiem Zerwe, widziałem Izorę. Poczciwi ludzie, którym ją powierzyłem, kochali ją jak własne dziecię. Wówczas Andrzej chciał przedać dom ten, który tylko co był zbudował; pomyślałem sobie, że nabywszy go pod imieniem Zerwe, przyda mi się w moich podróżach w te strony. Tym sposobem nabyłem Dom Biały. Kazałem go umeblować, abym miał co mi będzie potrzeba, jak przyjadę; potem, kazawszy przysiądz wieśniakom, iż niepowiedzą, że ten sam dał im dziecię, który kupił Dom Biały, wróciłem do Paryża, gdziem naj-
większą zrobił przyjentność Adeli, wiadomością o jej dziecięciu.
— "Dwa lala upłynęło; co sześć miesięcy jeździłem zawsze tajemnie do Białego Domu. A jak tylko w nim światło postrzegli, Andrzej lub jego żona przynosili mi dziecię. Własny syn tych wieśniaków umarł, obiecali mi więc przybrać Izorę na jego miejscu za własne dziecię; bo ja z mojej strony, nazawsze im moje dziewczę obiecałem zostawić.
— "Jednakże Adela ciągle prawie była słaba; ja nie wiedziałem o tem, bo przedemną ukrywała cierpienia, i słodkim mię zawsze witała uśmiechem. Wkrótce jednak nie mogła mi utaić swoich cierpień, a ja sądząc, że smutek pochodzący z niewidzenia córki, był tego przyczyną, przysięgałem, że wkrótce znajcie sposób przywiezienia tak tego dziecięcia, że nikt o jego urodzeniu wiedzieć nie będzie. Ade-