Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 34
prosiłem jej czy nie mogłaby być także mamka dziecięcia, które niosłem na ręku, opowiadając zmyśloną powieść, o jego urodzeniu i rodzicach.
— "Dobre Auwernijaki przyjęli tę prośbę, poparła sporym workiem. Poprzysięgli, że o powierzonem im dziecięciu największe będą mieli staranie; i lak spokojniejszy wróciłem do Adeli, niemówiąc jej jednakże, gdzie dziecie ukryłem.
— "Jak tylko Adela przyszła do zdrowia, wyjechaliśmy z Auwernii; lecz nim powróciłem do Paryża i przybrane porzuciłem nazwisko, jeszczem różne przebył strony, aby nie odkryto tajemnicy, która tak ściśle z moim była połączona honorem. Nakoniec powróciliśmy do Paryża, gdziem śpieszył uściskać cię i zobaczyć Alfredzie. Tam nową żonę moją wyprowadziłem na świat, a jej wdzięki, łagodności talenta zjednały powszechny sza-
cunek. Jedna tylko myśl jeszcze niespokojnym mnie czyniła: mogłem się gdzie spotkać z tym, który uwiódł moją żonę;... ale w tym razie byłbym krwią jego zmył plamę i zniewagę Adeli. Zemsta moja nie mogła się jednak nasycić, nigdziem ani widział, ani słyszał mówiących o panu Sawini.
— "Adela nieśmiała mi o córce wspominać; lecz dla ciebie Alfredzie, drugą była matką; nie lubiąc świata, lubiła tylko być z tobą, ściskać cię, pieścić... ileż to razy, kiedy cię okrywała pocałunkami, z oczu jej płynęły łzy za dziecięciem, które jej wydarte było! A jednak nigdy skarga, nigdy słówko jej się o tera niewyniknęło; pełna względów, starań, posłuszeństwa dla mnie — w każdym życia swojego postępku chciała mi swoją wdzięczność okazać. Co za kobieta!... Ach! jakżebym ją był dotąd ubóstwiał!...