Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 33
widzieć nazwisko jej zwodziciela, aby się nigdy przedemną bezkarnie nie pokazał.
— "Ułożyłem sobie, jak miałem postępować. Piętnaście dni jeszcze przepędziliśmy z panem Mątfort, i oświadczyłem mu, po upłynieniu tego czasu, iż się wybieram do Włoch z żoną. Teść mój uznając, ze możemy faz robić co się nam podoba, życzył nam tylko szczęśliwej podróży, nietroszcząc się wcale, dokąd ruszamy. Pojechaliśmy więc z żoną bez żadnego sługi, i zaczęliśmy podróż, która się wprzód ukończyć nic mogła, pókiby Adela nie wydała na świat dziecięcia, które w łonie nosiła.
— "Przebiegliśmy Włochy, Alpy, Szwajcariją; już sześć miesięcy okładem upłynęło od czasu ożenienia mojego; byliśmy właśnie w Auwernii, gdy Adela uczuła, iż wkrótce będzie matką.
— Z przyczyny słabości Adeli, zatrzymaliśmy się w malej wioseczce, zdaje mi się w Sę Sandu, o dwie mile ztąd; przybrałem nazwisko Zerwę. Tu ona wydała na świat córkę;.. którą ochrzcić kazałem pod imieniem Izory Zerwę.
— "Izory! zawołał Edward przerywając Baronowi, Jakto! panie! Izora byćby miała?..
— "Córką Adeli;... tak, Edwardzie, lecz na miłość Bożą, dozwól mi to przykre opowiadanie ukończyć. Oddawna sobie ułożyłem plany... dziecię przy matce pozostać nie mogło. Sam przebiegłem te okolice, niosąc pod płaszczem ukrytą niewinną istotę, którą chciałem nienawidzieć, lecz ku której, mimowolnie, czułem już jakieś przywiązanie. Przybyłem w tę dolinę, wszedłem do domku zamieszkałego wówczas przez Andrzeja Sarpijotę z żoną, ona swoje dziecię karmiła;