Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 28
Wyjechał z Bordo, niewiadomo dokąd. Adela miała dopiero rok siedemnasty, czyż niemogłem się spodziewać, że starania moję i czułość, zatrą wkrótce w jej sercu wspomnienia pierwszych wrażeń.... Nakoniec, odpowiedziałem pośpiesznie, panu Mątfort, że jedynem było mojem żądaniem zostać mężem jego córki.
— Zaspokojony wiec upewnił mie, że w osiem dni Adela bedzie moją żoną; i zawoławszy natychmiast córkę, oświadczył jej swoje żądanie, wskazując, aby się przygotowała do oddania mi ręki.
— Usłyszawszy to, Adela zbladła, zadrżała, ujrzałem chwiejącą się, przemówiła kilka słów niezrozumiale; pobiegłem ku niej, objąłem ją, i błagałem żeby mi powiedziała czy ja tak smuci sama myśl, że będzie moją żoną. Ale ojciec jej był przytomny, wlepił w nią groźne spój-
rzenie, odpowiedziała z cicha: Bodę posłuszną memu ojcu — i odeszła do swego pokoju.
— Pomieszanie Adeli przykrem mi było, ale pan Mątfort zaczął z niego żartować. Bo znał tylko rzecz jedną: posłuszeństwo. Mój kochany, rzeki, kiedy oznajmujemy młodej dziewczynie, że za mąż idzie, czyż nie ma się zarumienić, zblednąć, westchnąć, lub okazać się poruszoną!.. To we zwyczaju!... Lecz w osiem dni po ślubie, jeśli mąż ma głowę żona nic mdleje, i niesłabieje..
— Niemyślaicm wcale brać pana Mąłfort za wzór, spodziewałem się pozyskać serce Adeli, powolnością i przywiązaniem. P. Mątfort chciał, żeby się nasze wesele odbyło w wiejskim domku, który posiadał w okolicy Bordo. Pojechał tam z córką natychmiast, ja pozostałem jeszcze w mieście dla pokończenia inte-