Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 24
ROZDZIAŁ III.
 
POWTÓRNE MAŁŻEŃSTWO BARONA DE MARSEJ.

Alfred i Edward siedli przy baronie, w dolnej części Domu Białego, którego drzwi starannie zamknięto; a pan de Marsej ścisnąwszy czule rękę syna, głębokie wydal westchnienie i lak ciekawość dwojga przyjaciół zaspokoił:
— "Bardzo młodo wszedłem do wojska, len stan wielkie dla mnie miał powaby, bytem zapaleńcem do stawy, żywym, popędliwym, gorącym; ale serce moje nie było nieczułe na cierpienia współbliźnich, i, nawet napoiu bitwy, pamiętałem, żem się bit z ludźmi, których polityka tylko robiła mymi nieprzyjaciołmi.
— Kochałem także namiętnie kobiety... tak, jak ty Alfredzie, byłem płochy przez czas niejaki; biegłem z miłostek w miłostki, zapominając jutro o tej która mnie wczoraj zachwycała; ten czas był najszczęśliwszą życia mego chwilą!.. Ale to krótko trwało, bo serce czułe usiłowało stale się przywiązać. Byłem zazdrośny; to okropne uczucie już mnie kilkakroć nieszczęśliwym uczyniło z kobietami, do których zaledwie jakiekolwiek miałem przywiązanie, lękać się więc należało, aby nie wzrosło jeszcze, kiedybym silniej pokochał. I dla tego to rodzice moi w dwudziestym trzecim roku mnie ożenili. Nie szalejąc za nią, ożeniłem się z Celiną de Kollewil.., twoją matką Alfredzie. W rok poślubię, tyś się urodził. Twoje urodzenie, cnoty twej matki bałyby ustaliły moje szczęście; codziennie powiększało się przywiązanie moje do Celiny, i dziękowałem
rodzicom moim za wybor, który zrobili, gdy w rok po twojem urodzeniu, straciłem żonę. Byłeś zamłody, abyś mnie mógł pocieszyć; rozpoczęła wojna powołała mnie do obozu, znalazłem roztargnienie moim smutkom.
— "Pięć lat z okładem minęło od śmierci twej matki, po której zostało mi takie tylko wspomnienie, jakby po przyjacielu, od którego nas los rozdzielił. Rana ciężka, której leczenie, dlugo wymagało czasu, przymusiła mnie do oddalenia się ze służby; zapłaciłem dług krajowi, chciałem więc cały synowi mojemu się poświęcić. Jednakże dla zdrowia, które od czasu otrzymania rany, starań wymagało, doktorowie kazali mi podróżować po południowych stronach; tyś jeszcze był za mały, żebym cię mógł wziąść z sobą. Zostawiłem cię więc w pewnych ręku, a