Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 23
— Bądź zdrów... powiem ci więcej jak się zobaczymy...
— Ale, któż to sobie pozwalał chodzić nocą do mego zamku?..
— Człowiek z Klermą-Ferran.
— Ach! mój Boże!.. a tyś mi nie mówił... każe zrzucić wieżę północną.
— Nie! każ tylko, dobrze wszystkie drzwi i furtki pozabijać, a osobliwie tę, która jest w ogrodzie za posągiem Marsa, to nikt już więcej nie wejdzie tu bez twego pozwolenia, jeżeli twój murgrabia nie będzie bramy zostawiał otworem."
To mówiąc Alfred ścisnął rękę pana Robino; i rzuca go odurzonego jeszcze, tem co słyszał, a sam wychodzi z zamku, i idzie do Domu Białego w nadziei, że ojciec jego i Edward byli szczęśliwsi w swoich poszukiwaniach.
Alfred znajduje tylko barona. Edward nie powrócił jeszcze, jest nadzieja, że
musiał odkryć ślady tych, którzy uprowadzili Izorę.
— "Biedne dziewczę!" rzekł Baron; jeśli ją znaleść nie będziemy mogli, wiecznie mi to nieszczęście leżeć będzie na sumieniu, a jednakże sam osądzisz Alfredzie, czy źle zrobiłem! Czy miłość i zazdrość niesprawiedliwym mie zrobiły...
— "Mój ojcze" rzekł Alfred: "jeśli opowiedzenie lej tajemnicy ma ci co kosztować; jeśli się masz wstydzić przed synem... ja niechcę nic wiedzieć... niechcę lej tajemnicy.
— "Mój kochany, wstydziłbym się może przed światem, chociaż sam ani troche winnym nie byłem... ale syn żałować mię tylko będzie. Dowiesz się wszystkiego."
Po dwóch godzinach oczekiwania, Edward przebywa, ale sam jeden, rospaczajacy, i nic nie wie o Izorze,
— "Nim nowe zaczniemy poszukiwania., rzekł baron: "posłuchajcie mnie, moi przyjaciele, dowiedźcie się przyczyn mego postępowania i tajemnicy moich związków z Izora."