Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 2
DOM BIAŁY.
ROZDZIAŁ I.
POŻEGNANIE ZAMKU.
Alfred pociągnął za sobą Edwarda drogą, którą przed sobą, zobaczył, myśląc tylko, aby go co prędzej od Domu Białego oddalić i od mieszkania Izory. Szli długo w milczeniu nie wiedząc gdzie idą, Bo udręczone serca słowa im wymówić nie dozwalały". Tak przez czas długi idąc bez celu, byleby się tylko oddalić z doliny, stanęli wreszcie odpocząć, po trudach duszy i ciała, na obszernej łące; Edward pada na murawę, mówiąc do Alfreda: "Odpocznijmy tu... Chciałbym odetchnąć na chwilę."
Alfred siada przy nim. Długi czas milczą obadwa; Edward nakoniec odzywa się drżącym głosem: "Jestżeś pewny, że to twój ojciec?
— "Mój kochany, oczy syna mogłyżby się pomylić!.. tak, on to; szedł ku mnie!.. Księżyc twarz mu oświecał.... Miałem dosyć czasu przypatrzeć mu się, poznać go!... Osłupiałem... z podziwienia;... i zostałem ukryty w drzewach;... dzięki Bogu, że mnie nie spostrzegł!... Syn nie powinien widzieć przed sobą rumieniącego się swych postępków ojca. Nie chcę śledzić przyczyn, które go do takiego postępowania skłoniły, ani uczuć jego ku Izorze... Nie jestże panem swej woli? a choć ma słabości... czyliż za to nie posiada tysiąc przymiotów?... Ah!kochany Edwardzie! kiedy pomyślę toby z tego
ROZDZIAŁ I.
POŻEGNANIE ZAMKU.
Alfred pociągnął za sobą Edwarda drogą, którą przed sobą, zobaczył, myśląc tylko, aby go co prędzej od Domu Białego oddalić i od mieszkania Izory. Szli długo w milczeniu nie wiedząc gdzie idą, Bo udręczone serca słowa im wymówić nie dozwalały". Tak przez czas długi idąc bez celu, byleby się tylko oddalić z doliny, stanęli wreszcie odpocząć, po trudach duszy i ciała, na obszernej łące; Edward pada na murawę, mówiąc do Alfreda: "Odpocznijmy tu... Chciałbym odetchnąć na chwilę."
Alfred siada przy nim. Długi czas milczą obadwa; Edward nakoniec odzywa się drżącym głosem: "Jestżeś pewny, że to twój ojciec?
— "Mój kochany, oczy syna mogłyżby się pomylić!.. tak, on to; szedł ku mnie!.. Księżyc twarz mu oświecał.... Miałem dosyć czasu przypatrzeć mu się, poznać go!... Osłupiałem... z podziwienia;... i zostałem ukryty w drzewach;... dzięki Bogu, że mnie nie spostrzegł!... Syn nie powinien widzieć przed sobą rumieniącego się swych postępków ojca. Nie chcę śledzić przyczyn, które go do takiego postępowania skłoniły, ani uczuć jego ku Izorze... Nie jestże panem swej woli? a choć ma słabości... czyliż za to nie posiada tysiąc przymiotów?... Ah!kochany Edwardzie! kiedy pomyślę toby z tego
wyniknąć mogło, gdybym go nie poznał.... gdyby ciemność obudwu nam rysy jego osłonił!... drżę dotąd... serce mi się kraje... Mój ojciec... tak dobry, tak powolny dla mnie... który mego szczęścia tylko pragnie, najlepszy mój przyjaciel!.. możeby umarł z twej ręki... w przytomności syna! o! wierz mi przyjacielu, wszystkie rocki miłości wszystko co cierpiem dla kobiet, nie może zrównać męczarniom rozdzierającym serce syna, na samą myśl, że mógł, przypadkiem, być zabójcą własnego ojca!..
— "Ale sadzę żeś się już przecie uspokoił Alfredzie!
— "Tak... pewny jestem że szanować będziesz ojca niego, że na niego nie podniesiesz ręki... zresztą, mój przyjacielu, sprawiedliwie rzeczy biorąc, on cię nie oszukał... Izora tylko jest winną; niepowinna cię była kochać,... najmniejszej dawać nadziei;...
— "Ale sadzę żeś się już przecie uspokoił Alfredzie!
— "Tak... pewny jestem że szanować będziesz ojca niego, że na niego nie podniesiesz ręki... zresztą, mój przyjacielu, sprawiedliwie rzeczy biorąc, on cię nie oszukał... Izora tylko jest winną; niepowinna cię była kochać,... najmniejszej dawać nadziei;...
www.bluestracja.pl