Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 18
zapytał Edward, patrząc ciekawie na Barona.
— "Miała klucz od ogrodu tego domu, odpowiedział pan dc Marsej, lecz chodźmy jeszcze do jej mieszkania, zobaczym, czy nie odkryjem jakiego śladu, któryby nam pomógł do odkrycia sprawcy tego występku."
Wracają do domku: przepatrują oglądaja wszystko; lecz prócz pokoju Izory, wszędzie dawny panuje porządek.
"Uniosła z sobą część swoich rzeczy" rzekł Baron, zdający się wpół zabity zniknieniem Izory.
— "Miałaźby ujść z własnej chęci?" zawołał Edward.
— "Z własnej woli! zawołał Alfred, a ten pies zabity, czyż nie dowodzi przeciwnie, że tu któś wszedł i porwał Izorę?.. Musiano wejść ogrodem...
— "Czy miała ona pieniądze?..
— "Mogła mieć z pięćdziesiąt luidorów" rzekł Baron.
— "Niema tych pieniędzy, zawołał Edward, więc to złodziej wkradł się tutaj... Ale złodziej czyżby ją porwał z sobą?."
Wychodzili z domku, gdy Alfred przechodząc koło muru spostrzega cóś błyszczącego, zbliża się ze światłem, i widzi u nóg swoich szpadę skrwawioną jeszcze; wszystko oznaczać się zdaje, że nią przebito Śmiałego.
Natychmiast oglądają tę broń troskliwie; zdaje się być bardzo stara, rękojeść pęknięta w kilku miejscach, niepodobna wyczytać liter, które na żelezcu wyrznięte były, a stal zdaje się być doskonała.
"Taka broń do złodzieja należeć nie może" rzekł Baron. Dwaj przyjaciele są