Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 15
w dziedziniec, i ślady krwi uderzają ich. Ściska się serce Edwarda;... zadrżał, widząc u wejścia do ogródka Śmiałego, przebitego kilką razami, pływającego we krwi, lecz usiłującego przywlec się do przyjaciół swej pani.
— "To Śmiały!... zabiły!.." odezwał się Edward — Ach! przyjacielu! — coś okropnego przytrafić się musiało!.. zbójcy!.. zbrodniarze wpadli do tego domu!.. Lecz coż się stało z Izorą... zabili jej obrońcę!.. a ja tu niebyłem!... biedny Śmiały., zdaje się pytać mnie o swoją panią!.. Przez ogródek powlec ją musieli! — Ach! chodź.. szukajmy jeszcze!..
— "Ale Śmiały nie zdechł jeszcze" rzekł Alfred, może jego rany, które zdają się być szpadą zadane, nie są śmiertelne... Porzucim że bez pomocy tego, który jedynie bronił swej pani?. Bie-
dne psisko!.. jak on na nas patrzył... Czekaj, obmyję jego rany;... może moja chustka i twoja wystarczą, do zatamowania krwi...
Mimo niespokojności, z jaką chciał biedz szukać Izory, Edward pomaga swemu przyjacielowi opatrzeć wiernego obrońcę dziewczyny. Śmiałego zanieśli powoli na łóżko jego pani, i obwinęli w bieliznę. Potem idą do ogrodu; znajdują otwarte drzwiczki wychodzące na pole. Ślady krwi okazują, że pies szedł aż tam za swoją panią, i że tędy ją uprowadzono.
Edward chce biedz w pole, za tymi którzy uprowadzili Izorę; pochlebia sobie, ze ich jeszcze doścignie i prosi o broń Alfreda.
— "Coż teraz zrobisz?" rzekł Alfred, niewiesz w którą poszli stronę!.. po tak