Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 13
niespuszcza oka, z okna w którym widzi światło.
— "To dziwnie, rzekł nakoniec, niewidać żadnego cieniu za firankami;... światło się nie rusza... żaden szelest jej przytomności nam nie okazuje... Jednakże, w tak samotnej dolinie, najlżejszy odgłos łatwo posłyszeć można... Alfredzie, ta cisza głęboka, ma w sobie cóś okropnego.
— Znowu jakieś myśli ponure!. prawdziwie, niemożna z tobą dać rady!... Cóżby się jej stać miało?... Czyż tu są rozbójnicy, lub złodzieje w tych stronach?...
— Chodź, zbliżmy się pod sam dom, może co usłyszym."
Alfred idzie za Edwardem; stają u bramy, lecz najgłębsze milczenie panuje w mieszkaniu Izory.
W tera Edward, uderzony nagleni przy-
— "To dziwnie, rzekł nakoniec, niewidać żadnego cieniu za firankami;... światło się nie rusza... żaden szelest jej przytomności nam nie okazuje... Jednakże, w tak samotnej dolinie, najlżejszy odgłos łatwo posłyszeć można... Alfredzie, ta cisza głęboka, ma w sobie cóś okropnego.
— Znowu jakieś myśli ponure!. prawdziwie, niemożna z tobą dać rady!... Cóżby się jej stać miało?... Czyż tu są rozbójnicy, lub złodzieje w tych stronach?...
— Chodź, zbliżmy się pod sam dom, może co usłyszym."
Alfred idzie za Edwardem; stają u bramy, lecz najgłębsze milczenie panuje w mieszkaniu Izory.
W tera Edward, uderzony nagleni przy-
pomnieniem woła: "Wielki Boże!.. my tu. pod samą bramą. a Śmiały nie szczeka;... on co zdaleka przeczuwa przybycie ludzi...
— W istocie, rzekł Alfred, to rzecz dziwna!
— Niewytrzymam... stukajmy!.. "
Edward lekko z początku puka do drzwi, potem mocniej; ale ani słychać, żeby im kto miał otwierać.
— " Izoro!.. Izoro!.. to ja" wołał Edward stojąc pod oknem, "przyszedłem cię pożegnać... nim się z tych stron oddalę... Czy się już ze mną niechcesz zobaczyć?.."
Nikt nie odpowiada. Pomieszanie. niespokojność Edwarda doszły do najwyższego stopnia, czyż poprzysięgła, że do mnie słowa nie przemówi, że mnie słuchać nie będzie ?" zawołał, i w gniewie silnie w bramę uderzył. Wówczas jęk głuchy,
— W istocie, rzekł Alfred, to rzecz dziwna!
— Niewytrzymam... stukajmy!.. "
Edward lekko z początku puka do drzwi, potem mocniej; ale ani słychać, żeby im kto miał otwierać.
— " Izoro!.. Izoro!.. to ja" wołał Edward stojąc pod oknem, "przyszedłem cię pożegnać... nim się z tych stron oddalę... Czy się już ze mną niechcesz zobaczyć?.."
Nikt nie odpowiada. Pomieszanie. niespokojność Edwarda doszły do najwyższego stopnia, czyż poprzysięgła, że do mnie słowa nie przemówi, że mnie słuchać nie będzie ?" zawołał, i w gniewie silnie w bramę uderzył. Wówczas jęk głuchy,
www.bluestracja.pl