Dom biały. T.5 (Kock Paul)
Strona 11
ROZDZIAŁ II.
 
ZBRODNIA.

Ileż to razy po nocy, przebiegaliśmy te doliny;" odezwał się Alfred jadąc obok Edwarda.
Drogi się popsuły; deszcz, który cały wieczór lał, narobił ślizgawicy i błota; dwaj jeźdzcy ostrożnie bardzo i powoli przebierać się musza.
Edward głębokiem tylko westchnieniem odpowiedział swemu przyjacielowi. Alfred pojmuje, że w chwili pożegnania z. Izorą, Edward cały się wspomnieniom oddaje i żalom; szanując jego milczenie i smutek, jedzie obok, ale milczy. Ledwie trzecią część drogi ujechali, gdy deszcz zimny padać zaczął; Edward chciał jechać prędzej, lecz podwakroć koń mato nie padł; bo droga spadzista — trzeba więc jechać stępo;
— "Pieszo możebyśmy prędzej zaszli!" rzekł zniecierpliwiony Edward.
— "Czyż jeszcze w czas nie przybędziem..." odpowiedział Alfred; "do zamku wracać nam nie pilno.:. A nam całej nocy na pożegnanie się z Izorą nie trzeba.
— "Niewiem sam co mi jest;... lecz zdaje mi się że zapóźno do niej przybędę..; dziwne mnie jakieś opanowały myśli... Alfredzie! czy wierzysz w przeczucia?
— "No! coż to za dzieciństwa! kiedy kto jest smutny, oszukany, zdradzony w swoich uczuciach, z każdą chwilą lęka się nowego nieszczęścia, nazywają to
przeczuciem, gdy tym czasem jest to tylko, skutkiem usposobienia umysłu. Ludzie szczęśliwi, którym się wszystko udaje, nigdy przeczuć nie miewają; jednakże i im zdarzają się przykrości, ale ich nigdy nie przewidują, bo im się wszystko czarno nie widzi... Przeklęty koń! gwałtem chce uklęknąć. Franciszek mówił mi że w Klermą, gdzie był niedawno, było dwa wcale dobre konie do przedania, jeśli chcesz tak podróż odbywać, kupię.
Edward nie odpowiada; zatonął w myślach, i odzywa wreście po cichu: "Jaka smutna i ponura noc dzisiejsza!. jaka od wczorajszej różnica!..
— "Tak! " rzekł Alfred "zaczynam się przekonywać, że zima w Auwernii, wcale być musi nie przyjemna...
— "Ach! gdyby ona mnie kochała... jak mi przyrzekali, gdybym z nią mógł