Dom biały. T.5 (Kock Paul)
(strona 1) " DOM BIAŁY.   V. DOM BIAŁY, Powieść K. Pawła Koka. (Kock). tłumaczył z francuzkiego Józef Kraszewski.   Niegdyś co było duchów co niemiara! W każdej wioseczce wieszczków pytano się rady,..."

(strona 2) " DOM BIAŁY.   ROZDZIAŁ I.   POŻEGNANIE ZAMKU. Alfred pociągnął za sobą Edwarda drogą, którą przed sobą, zobaczył, myśląc tylko, aby go co prędzej od Domu Białego oddalić i od mieszkania Izory. Szli długo w..."

(strona 3) " ale kobiety oprzeć się nie mogą, chęci podobania, nie patrząc na to co z tego wyniknie... W zapale swej zazdrości chcesz walczyć z tym który zabrania Izorze widywać cię, i słuchać?.. A jednak, nie miałże prawa? zapewne musi ją..."

(strona 4) " powietrzu... Zmysły mają zawsze związek z działaniami umysłu. Po kilku chwilach milczenia, Edward odzywa się do przyjaciela. "Niechce już dłużej bawić w tym kraju,... owszem jak najśpieszniej się ztąd oddalę... Jutro zaraz pożegnam..."

(strona 5) " w sukni bez wielkich stalowych guzików, niosącego pod ręką paczkę książek, jak w owym dniu pamiętnym, kiedy do Rosz-nuar na mieszkanie przychodził. Filolog stanął na środku dziedzińca; rzuca wzrok ostatni na okna pokoju, wktórym..."

(strona 6) " źnierstwo! .. zdaje mi się wszelako że wszystkie obowiązki pana wujaszka, skończą się na tem; że będzie służącym swojej siostrzenicy.. Z resztą, niosę biblijotękę pod pachą... jest to jedyna moja własność... Będę się..."

(strona 7) " nie obrazić jego miłości własnej; w tem Ferułus upuszcza jeden tom z książek, które niósł pod pachą, i idzie dalej nieuważając tego. Alfred podejmuje książkę ukrywa pod nią woreczek, woła na mędrca, który się zastanawia..."

(strona 8) " — "Dziś jeszcze.." rzekł Alfred. — Dziś! ach! zmiłujcie się !.. ja na to... my na to niepozwolim, przykroby to było małżonce mojej;... jeszcze choć parę dni... nie wypada lak nagle, wyjeżdżać! — "No.. to!.. jutro wyjedziem"..."

(strona 9) " wybiera się w drogę i przychodzi do Edwarda.. — "Dla czegoż to, jednym dniem nasz wyjazd odłożył?"rzekł Alfred "zdawało mi się,. że ci pilno z tych stron się oddalić... z tych.. gór.. — "Tak! tak! zapewne" rzekł Edward..."

(strona 10) " — Muszę ja się ustatkować, kiedy ty zaczynasz szaleć; pójdziem po kolei. Powiem dżokejowi, żeby nam były konie na wieczór gotowe, bo niewidzę potrzeby, żebyśmy mieli iść piechotą. Wyjedziem w ówczas, kiedy się tu spać..."

(strona 11) " ROZDZIAŁ II.   ZBRODNIA. Ileż to razy po nocy, przebiegaliśmy te doliny;" odezwał się Alfred jadąc obok Edwarda. Drogi się popsuły; deszcz, który cały wieczór lał, narobił ślizgawicy i błota; dwaj jeźdzcy ostrożnie..."

(strona 12) " żyć, te góry śniegiem okryte, te lody, te dzikie widoki, uśmiechały by się w oczach moich! — No! Edwardzie! wróć proszę do rozumu.... czas cię pocieszy... Wszak i ja także bardzo kochałem Izorę; o! tak!., szalałem za nią!., a..."

(strona 13) " niespuszcza oka, z okna w którym widzi światło. — "To dziwnie, rzekł nakoniec, niewidać żadnego cieniu za firankami;... światło się nie rusza... żaden szelest jej przytomności nam nie okazuje... Jednakże, w tak samotnej dolinie,..."

(strona 14) " żałośliwy głos jakiś: pochodzący z za domu, odpowiada na odgłos Edwarda. — "Czy słyszałeś?.." rzekł Alfred. — "Tak... zdawało mi się... — "Ts! słuchaj jeszcze,.. ten dźwięk grobowy odezwał się w głębi mojego serca....."

(strona 15) " w dziedziniec, i ślady krwi uderzają ich. Ściska się serce Edwarda;... zadrżał, widząc u wejścia do ogródka Śmiałego, przebitego kilką razami, pływającego we krwi, lecz usiłującego przywlec się do przyjaciół swej pani. — "To..."

(strona 16) " ciemnej nocy, dokądże się udasz?. czy nie lepiej poczekać do świtu? — Czekać!., a ona może mię teraz na pomoc woła!... Wszystko oznaczać się zdaje że ta zbrodnia niedawno się popełniła;... Alfredzie!.. błagam cię.. daj mi..."

(strona 17) " Alfred, jestto Edward; a chociaż cię tak nagle zatrzymał, bądź pewien, żeśmy się jeszcze na rozbójników nie wykierowali!.. Owszem!.. bieżym w ślad za tymi, którzy jedną dziewczynę porwali, a spostrzegłszy cię Edward, wziął za..."

(strona 18) " zapytał Edward, patrząc ciekawie na Barona. — "Miała klucz od ogrodu tego domu, odpowiedział pan dc Marsej, lecz chodźmy jeszcze do jej mieszkania, zobaczym, czy nie odkryjem jakiego śladu, któryby nam pomógł do odkrycia sprawcy tego..."

(strona 19) " także jego zdania, i oddają się tysiącznym dornysłom. W tem Alfred wuia: — "Czekajcie!., przychodzi mi na myśl, że ten łajdak;.. ten włóczęga, który się tu zawsze błąkał po górach... musiał do tej sprawki należeć! — "O..."

(strona 20) " w tym celu oddalałem ją od świata, jakiegoś się mógł może domyślać. — "Jakto panie?.. byćżeby mogło?.." zawołał Edward, którego zazdrość znikła, jak tylko te słowa usłyszał "Więc pan nie jesteś kochankiem Izory... ona..."

(strona 21) " Edward siada na koń, Alfred podobnież, Baron idzie po swego do Białego Domu, i każdy z nich winną jedzie drogę, obiecując zejść się nazajutrz o świcie. Alfred pędzi konia, choćby miał kark skręcić w górach; i powraca do zamku o..."

(strona 22) " — "Któś ukrywa się u mnie!.. — "Nie pierwszy to już raz, ten któś u ciebie nocuje... — "Ach! mój Boże, ukrywają się ludzie w moim zamku, a ja o tem niewiem... — "Otoż to i mój panie, pięknie nas pilnują" przerwała..."

(strona 23) " — Bądź zdrów... powiem ci więcej jak się zobaczymy... — Ale, któż to sobie pozwalał chodzić nocą do mego zamku?.. — Człowiek z Klermą-Ferran. — Ach! mój Boże!.. a tyś mi nie mówił... każe zrzucić wieżę..."

(strona 24) " ROZDZIAŁ III.   POWTÓRNE MAŁŻEŃSTWO BARONA DE MARSEJ. Alfred i Edward siedli przy baronie, w dolnej części Domu Białego, którego drzwi starannie zamknięto; a pan de Marsej ścisnąwszy czule rękę syna, głębokie wydal..."

(strona 25) " sam pojechałem do Tuluzy, Marsylii i nakoniec do Bordo. — "Zatrzymałem się, czas niejaki w tem mieście; przyszedłem już zupełnie do zdrowia, i miałem nawet powracać do Paryża, gdy raz zaprowadzono mie do domu P. Mątfort, dawnego..."

(strona 26) " smutno mi jednak było widzice w niej jakieś tajemne udręczenia i ponurość, której nic zwyciężyć nie mogło; tylko w przytomności ojca, przed którym drżała, Adela usiłowała pokazać się wesołą i dzielić zabawy całego..."

(strona 27) " Pewien pan de Sawini, z dawnego rodu, jak sądzę, osobliwie przywiązywał się do Adeli, ale, jak tylko to spostrzegłem, zabroniłem mu odtąd bywać u mnie, bo ten Sawini, to łotr wierutny, szuler, birbant, moczygardło... Brzydka awantura,..."

(strona 28) " Wyjechał z Bordo, niewiadomo dokąd. Adela miała dopiero rok siedemnasty, czyż niemogłem się spodziewać, że starania moję i czułość, zatrą wkrótce w jej sercu wspomnienia pierwszych wrażeń.... Nakoniec, odpowiedziałem..."

(strona 29) " ressów, pokupowinia sprawunków i poźniej pojechałem za nimi. — Znalazłem Adelę zawsze równie smutną i drzącą przed ojcem. Przez cztery dni, ślub nasz poprzedzające, pochlebiałem sobie, ze będę mógł choć raz sam na sam..."

(strona 30) " ni, uważam iż drzwiczki wychodzące na ogród są otwarte, pomyślałem, że Adela może, czując się słabą, poszła odetchnąć świeżem powietrzem do ogrodu; idę wiec szukać jej. — Ogrody były wielkie; szedłem śpiesznie; oczy moje..."

(strona 31) " przyjaźń ku tobie... ale, niestety! niemogłam być twoją żoną,... a jednak musiałam ojcu być posłuszną;... ojcu którego tak się lękam... którego gniew jest tak straszny!.. O! byłby mnie zabił, gdybym się była jego woli..."

(strona 32) " — "Nadto zarozumiały za pewne, buchałem tylko moich uczuć, pochlebiając sobie, że i ty je będziesz podzielać... musze się wyrzec tej szczęśliwej przyszłości, a jednak czuję, iż miło mi będzie życie z tobą przepędzić,..."

(strona 33) " widzieć nazwisko jej zwodziciela, aby się nigdy przedemną bezkarnie nie pokazał. — "Ułożyłem sobie, jak miałem postępować. Piętnaście dni jeszcze przepędziliśmy z panem Mątfort, i oświadczyłem mu, po upłynieniu tego czasu,..."

(strona 34) " prosiłem jej czy nie mogłaby być także mamka dziecięcia, które niosłem na ręku, opowiadając zmyśloną powieść, o jego urodzeniu i rodzicach. — "Dobre Auwernijaki przyjęli tę prośbę, poparła sporym workiem. Poprzysięgli, że o..."

(strona 35) " Była wprawdzie, winną, występną może raz w życiu, ale ileż to ludzi występniejszych nierównie, niczem swej winy nie umie nagrodzić! — "W pięć miesięcy po naszym przybyciu do Paryża, wyjechałem tajemnie do Auwernii, i zawsze pod..."

(strona 36) " la dziękowała mi czule, ale niestety zapóźno już było; wkrótce stan jej straszliwie się pogorszył, i ta ubóstwiona kobieta skonała na mojem ręku. Umarła zalecając rui, abym nigdy nie opuścił jej córki, żebym jej błędy matki..."

(strona 37) " człowiek życie czuć zaczyna; a ja usuwałem się z miejsca, które ty zająć miałeś. Łatwo mi tedy było jeździć do Auwarnii, a tyś ani postrzegł tego. Przybywałem tu i czasami, po dni piętnaście bawiłem. Lecz lękając się..."

(strona 38) " znaią tylko pod nazwiskiem Żerwe. Powiedziałem jej, że straciła rodziców, którzy ją memu powierzyli staraniu; i że na świecie ja tylko jeden zajmowałem się jej losem. Na cóż miałem napróżno zasmucać jej serce opowiadaniem..."

(strona 39) " ny; widziałem się z Izorą; ale jakże się zmieniła!.. Nie potrzebowałem pytać, co się stało z jej sercem, bo miłe dziecię wyznało mi szczerze, że młody człowiek imieniem Edward, przybył do niej z jednym z przyjaciół; że..."

(strona 40) " ją kocham; będę ci pomagał. Nie odpocznę ani na chwilę, póki ci jej nie odzyszczę... — "Biedna Izora!" zawołał Baron: "czuję dopiero teraz całą moc przywiązania mojego do niej, kiedy mi ją wydarto. Któż ją mogł wykraść?..."

(strona 41) " ROZDZIAŁ IV.   UPROWADZENIE IZORY. W nocy, kiedy Alfred i Edward poszli w dolinę szpiegować czynności Izory, człowiek jakiś ciągle szedł za niemi trzymając się w cieniu; człowiek ten, który zdawał się być włóczęgą z..."

(strona 42) " szłej nocy.... gdyby nie przybycie tego Alfreda, byłbym znalazł w wieży, to czegom szukał;... ale jeszcze i teraz pójść tam mogę;.. tak! bo innego niema sposobu..." Wnet włóczęga rusza wielkiemi kroki przez dolinę, tak prędko mimo..."

(strona 43) " Włóczęga przyciska ją do piersi, rzuca na bok tę, którą wziął był wprzód, lecz po chwili zastanowienia bierze ją znowu mówiąc: "Nie!.. ta mi posłuży do zabicia Smiałego do uprowadzenia dziewczyny... a przynajmniej bron moich lat..."

(strona 44) " wspomnienie Edwarda całą jej było pociechą; już się z nim zobaczyć niecała, nie mogła go kochać, a jednak mocniej jeszcze go kochała. Kiedy woli naszej i zadaniom cokolwiek staje na przeszkodzie, tajemnej doznajem przyjemności..."

(strona 45) " bierz moje rzeczy; co chcesz;.., ale błagam cię, nie prowadź mię z sobą". Włóczęga otworzył pokazaną szufladę, napełnia kieszenie pieniędzmi, mrucząc: "Dobrze!.. Cały wiek możnaby za to przeżyć w tych górach...". Potem obraca..."

(strona 46) " "No! to dobrze, rzekł włóczęga, teraz daj mi rękę i chodź." Bierze rękę drżącą dziewczyny, ciągnie ją ku wschodom, i czując, że ona na nogach usiać nie może, przymusza ją, żeby się na nim oparła. Przyszedłszy w dziedziniec,..."

(strona 47) " woła patrząc na Izorę: "Otoż jest w mojej mocy, ta, która Baron tak tajemnie w tych górach odwiedzał!.. Ta wieśniaczka, której wychowaniem się trudnił.. którą ubóstwia zapewne! no! teraz przynajmniej zemstą się nasycę!....."

(strona 48) " drzeja;... tyś mnie uprowadził... tyś zabił'!.. — "Tak! odpowiedział zimno włóczęga, ja to zabiłem Śmiałego, żeby mnie nie rozszarpał, musiałem... I ciebiebym zabił, gdybyś była nie poszła za mną.. — "Ach! ja..."

(strona 49) " gę... Czy będziesz miała dość siły, żebyś szła sama?., jeśli nie, to ja cię poniosę, nic frasuj się... — "O! ja będę mogła iść, panie. — "No, to daj mi rękę, oprzyj się po mnie i ruszajmy." Izora słucha go w milczeniu;..."

(strona 50) " biegałem, i teraz także od kilku miesięcy!.. No! mała, ruszajmy, jeszcze milka, i będziesz już sobie odpoczywać do woli.." Izora wstaje, i bierze znowu, za rękę swego towarzysza. Zchodzą z góry, potem w lewo przez skaliste i kręte..."

(strona 51) " jest okno, koło drzwi; a wszystko tak zrujnowane, że zdaje, się izby wszystko rozwaliło, byle tylko kopnąć nogą. Towarzysz Izory położył zawiniątko i szpadę na drewnianej ławie przed domem; stuka do drzwi i woła mocnym głosem,..."

(strona 52) " raz ostatni nie widziała nieba; ale jej towarzysz popycha ją nagle, i biedna Izora jest w mieszkaniu Karolka, którego drzwi zamknęły się za nią. Wewnątrz domek składał się z dużej izby, wśród której kilka belek dźwigało wyższe..."

(strona 53) " mieszkało na dolinie miłej i płodnej w wesołym domku swoim. — "Oto twoje mieszkanie!" rzekł włoczęga wprowadzając Izorę do domku postawionego w tej dziurze. "Widzisz, żem cię tu bez przyczyny nie przyprowadził: nikt tego..."

(strona 54) " i mówi: "Karolku! ocaliłem ci życie, przed dwóma miesiącami, kiedy ganiając się jednego dnia za kozą, miałeś już potoczyć się w przepaść, i byłbyś wpadł, gdybym ci był kija nic podał i nie wyciągnął z dziury, w którą..."

(strona 55) " ROZDZIAŁ V.   POBYT W ROSPADLINIE — ZNIKŁA OSTATNIA NADZIEJA.   W zbytecznem nieszczęściu jest ostatek siły i odwagi; przyszedłszy do kresu przeciwności, zmuszeni wszelką odrzucić nadzieję, zdajemy się tajemnej..."

(strona 56) " czeniu zszywała kozie skóry ; zdziwiony jej powolnością i spokojnością, niemógł dłużej wytrzymać i zawołał: — "Doprawdy, ty mnie zadziwiasz, moja mała; zaczynam się przekonywać, żem cię źle osądził, i ze przeciwnie..."

(strona 57) " i mówić inaczej. Mówił mi, żem się dobrze uczyła, ze szkodaby było, gdybym została w niewiadomości, jak inni górale.... — A potem? — Nic więcej, panie. — Nie mówił ze ci, iż, kiedyś wyprowadzi cię na świat, nastręczy..."

(strona 58) " cię twemu opiekunowi. Wiem, że nie jest powinnością moją, z uczynków moich zdawać ci rachunek, wiem, że mógł bym ani ci wspomnieć o tem; lecz twoja powolność, uległość... zaczynają mie poruszać... Tak... im więcej patrzę na..."

(strona 59) " jestem. — Młodość moją spędziłem w pewnym zamku; na łonie bogactw, otoczony liczną służbą, która starała się jedynie żądania moje uprzedzać. Co za zmiana!... mogłem że się spodziewać kiedy tak opłakanego stanu!... Ale..."

(strona 60) " szkód nie znaleść na mojej drodze!... Wkrótce to postępowanie, zjednało mi w towarzystwie sławę, z której się śmiałem. .. Byłem postrachem ojców i mężów, bo największem było mojem szczęściem uwieść młodą dziewczynę,..."

(strona 61) " prędko mię pokochała... nie trudno im ją uwieść było, i odnieść nad jej cnotą zwycięstwo.... Ale przysięgam, że wówczas znudziwszy już sobie życie, którem prowadził, chciałem się ożenić z Adelą. Nieszczęściem, ojciec jej..."

(strona 62) " lecz nikt o nim, gdzieby był nie wiedział, a wkrótce i ja sam od natrętnych dłużników uciekać musiałem. Kazałem przedąc mój zamek Rosz-nuar; pojechałem do Anglii, chciałem nowymi roztargnąć się przyjemnościami, lecz zdaje się,..."

(strona 63) " od siebie z niesmakiem tę fajkę, którą próżnowanie, i zbydlęcenie włożyło mi w usta, która się stała jedyna moja przyjemnością i rozrywką.. — "Jednakże wśród tej szkarady i rozpusty, pozostało mi jeszcze lekkie uczucie..."

(strona 64) " i zatrzymał się. Izora, którą koniec lego opowiadania żywo poruszył, zbliżyła się mimowolnie do niego i rzekła rozczulona; "Ach! byłeś bardzo nieszczęśliwy!.." Włóczęga spojrzał, przypatrzył się jej, zdaje się być mocno..."

(strona 65) " wprowadzi! do tego tajemniczego schronienia. — "O mój Boże! rzekła Izora, rzucając się na kolana i wznosząc ręce ku niebu; jestem wprawdzie bardzo nieszczęśliwa; lecz jeśli zostając tu przez resztę życia, potrafię ocalić mojego..."

(strona 66) " myśląc o Edwardzie; czasem mimowolnie jego imie z ust się jej wyrywa, wuia go: może jeszcze nie wszystkie nadzieje uszły z jej serca; lecz kiedy słabnie jej męstwo, kiedy Izora mocniej czuje okropność swego nowego położenia, naówczas..."

(strona 67) " — Zostań w chatce; jeśli do ciebie zapukają, otwórz niezwłocznie; pozwól im odpocząć... jeśli jeść lub pić zechcą, daj im chleba tylko i wody; jeśli będą pytać, to wiesz już jak masz odpowiadać." Karolek kiwnął głową i..."

(strona 68) " jeśliśmy ci w czem przeszkodzili, rzekł baron, a dwaj przyjaciele ciekawem w około poglądają okiem. Pomęczjliśmy się;... drogi takie złe w górach, żeśmy konie w pobliskiej wioseczce musieli zostawić; czy niemożnaby chwilkę u..."

(strona 69) " się go uspokoić, chociaż widać, że i sam niemniej cierpi. Alfred wstał, opatruje wszędzie, spostrzega schody i odzywa się do Karolka: "Masz tam izbę na górze?.. — Tak, panie. — Musi zapewne wychodzić na drogę, którąśmy tu..."

(strona 70) " ROZDZIAŁ VI.   WIERNY PIES. Baron de Marsej i dwaj przyjaciele zwiedzili najstaranniej, wszyslkie wioski i wioseczki Auwernii. Chata pasterza, chałupa rolnika, najnedzniejsza kletka nie uniknęła ich oczu; wszędzie pytają,..."

(strona 71) " wybiega, okazując największą radość i zbliża się do trzech podróżnych. Jest to Siniały uleczony z ran swoich, który łasi się do barona i liże po ręku Edwarda i Alfreda, jakby im za pomoc dziękował, którą mu zdychającemu dali...."

(strona 72) " Smiały towarzyskim wszędzie, zdaje się, że to wierne zwierze chce odgrzebywać śniegi, aby pod niemi wynalazł ślad Izory; nieraz widziano go zatrzymującego się, odgrzebującego silnie ziemię, patrzącego niespokojnie na prawo i lewo;..."

(strona 73) " i myślą że za śniegiem drogę stracili. — "Gdzieżeśmy u djabła zaszli?" rzekł Alfred zatrzymując się i oglądając się w około:" oddaliliśmy się jeszcze, cośmy się zbliżyć mieli? — Zdaje mi się że poznaję to miejsce"..."

(strona 74) " — "Co to znaczy?" zawołał Edward: "czyliż ten zapał i zajadłość Śmiałego, nic oznajmuje nam, że w tym domu znajduje się jego zabójca! Patrzcie!... patrzcie!. nic chce się krokiem odedrzwi oddalić... patrzy na nas, żebyśmy mu..."

(strona 75) " starannie przejście, i przychodzi do dziewczyny, która słucha z żywem poruszeniem wycia psa, mówiąc po cichu: "O! mój Boże!" ktoby myślał że to mój Śmiały!.. ach! może niebo wybawicieli mi zsyła!.. Mój wierny towarzysz nie..."

(strona 76) " miecz trzyma, drugą chce odsłonić piersi swej ofiary, aby mógł łatwiej w serce ugodzić. Izora wyrywa się; chce uciekać;. przytrzymując ją z całej siły, zrywa ostatnie piersi jej pokrycie, i medallijon, który tam był ukryty,..."

(strona 77) " kroków od zemdlonej Izory, ale trwa tylko chwile. Alfred podwaja razy, zdaje się, iż nowej zręczności, nowych sił mu przybyto przeciwnik śmiertelnie raniony, padł u nóg jego w chwili, kiedy baron z Edwardem wchodzą do chatki. Już mają..."

(strona 78) " na chatkę, dodała przestraszona: "Ale on łam!.. gdyby wrócił!.. znowuby mnie może chciał zabić!.. —Ten, ktory cię od nas porwał, nie żyje już" rzekł baron: "Nie zobaczysz go już więcej Izoro; zginął bijąc się z moim synem......"

(strona 79) " ROZDZIAŁ VII.   TRZY LATA POTEM. Trzy lata prawie upłynęły od wypadków, któreśmy opisali; gruby jakiś jegomość, okryły szeroką kapotą, trzymając ręce w kieszeniach, szedł około godziny trzeciej przez ulicę Wiwien;..."

(strona 80) " nie troszcząc się o resztę; i dla tego, mój drogi, we dwa dni po twojej ucieczce miałeś już zastępcę; boś ty nie laki gagatek, żeby się w tobie na śmierć zakochać!... — "Franusiu!.. nic mówże mi tego proszę.... Zapewne..."

(strona 81) " — "Z Alfredem! z tym, u którego się tak śpił; tego wieczora, kiedym to musiała robić herbatkę i inne leki dla jegomości... Mój Boże! tyłem robiła dla tego niewdzięcznika... — "Nigdym tego nie zapomniał Franusiu!.. — "Nie....."

(strona 82) " z nich lepszy będzie cukier jak z buraków; ale jak chciano próbować, znaleziono wszystkie pogniłe. Wykopał kanał w ogrodzie, powiadając, że jak się w nim kiełbie rozmnożą, to będziem je solić i przedawać zamiast sardeli; aż tu..."

(strona 83) " w Paryżu, bardzobym był szczęśliwy. Takie to się rzeczy ze mną działy, kochana Franusiu!.. moi dwaj towarzysze podróży nierównie byli szczęśliwsi: Edward ożenił się z dziewczyną, która mieszkała w górach niedaleko mego zamku......"

(strona 84) " dawne słodkie nasze związki, i uwielbiać się tak jak dawniej?" — Nie!... do nóg upadam !... ja nic nie odnawiam; jeszczebyś znowu broń Boże schwycił jakie dziedzictwo i znowubyś mię na lodzie osadził!... — Ah! Franusiu! co za..."